Towarzyszę Starszemu na nocnej wachcie. Rozmarzył się - Mam domek w Jelitkowie, na stare lata będę siedział przy kominku i opowiadał wnukom swoje morskie przygody. Cholera! Przecież wszystkiego im nie będę mógł powiedzieć... - Dla mego wnuka Mikołają. Życie rybaków dalekomorskich na m t Admirał Arciszewski, marynarzy kołobrzeskich, rybaków bałtyckich, żeglarzy.
czwartek, 24 sierpnia 2006
Baba na żołnierzu

„Dziś o godzinie 22 w mesie załogowej odbędzie się projekcja filmu pornograficznego produkcji szwedzkiej „Baba na żołnierzu”” – komunikat tej treści, przekazany przez rozgłośnię manewrową, usłyszała cała załoga „Admirała” Spragnieni widoków kobiecego ciała załoganci z zadowoleniem przyjęli taką informację. Lecz radość była przedwczesna. Po godzinie dał się słyszeć następny komunikat.

„Małe sprostowanie do poprzedniego komunikatu film nie szwedzki a radziecki, nie pornograficzny a panoramiczny, nie „Baba na żołnierzu” a „Ballada o żołnierzy” pozostałe informacje są aktualne za tą drobną pomyłkę przepraszam

   Do moich obowiązków statkowych należało, między innymi, wyświetlanie filmów. Statek był wyposażony w dwa projektory: szesnaście milimetrów i trzydzieści dwa milimetry. Wypływając w rejs otrzymywaliśmy kilkadziesiąt filmów z Morskiego Ośrodka Kultury nie było ich za dużo, gdy zostały wyświetlone raz, ciekawsze wyświetlano powtórnie, gdy spotykano na łowisku polski trauler wymieniano filmy. Szczególnie chętnie pożyczane był przez załogi rosyjskich statków, Największym powadzeniem cieszył się film „Dzieje grzechu”. Grzecznościowo pożyczaliśmy w zamian filmy produkcji ZSRR, nie cieszące zbytnim powodzeniem. Po wizycie na bazie, poprosiłem oficera wachtowego poinformowanie załogi o projekcji, co zostało zrobione w/w formie.


środa, 07 czerwca 2006
Seksualna legenda marynarzy IV

Zazdrosna żona kapitana Muczakowa.

            Kapitan Muczakow w czasie sześciomiesięcznego rejsu na m/t „Ryba” z serii B-23, na łowiskach senegalskich dobrze dopiekł dwóm rybakom Zenkowi i Sylwkowi. Statek wrócił do kraju i zacumował przy Nabrzeżu Bułgarskim w „Gryfie”.

            Rybacy na dalekomorach pływali i pracowali, lecz często nie widzieli swoich pieniędzy. W rejsie potrzebne artykuły „wypisywali” z kantyny statkowej, potrącano za nie z pensji lub dodatku dewizowego. W portach strefy dolarowej pobierali z limitu wypływanego dodatku dewizowego. Natomiast pensje armator wysłał na wskazany adres i nazwisko lub upoważniona osoba mogła pobrać w kasie „Gryfu” znajdującej się w starym ratuszu szczecińskim. Wpłacanie odbywało się raz w miesiącu. Ustawiała się wówczas długa kolejka kapitanowych i marynarzowych.

            Tym razem dzień wypłaty wypadł w czasie postoju „Ryby” w porcie „Gryfu”. Żądni zemsty przyjaciele Sylwek i Zenek już godzinne przed otwarciem czatowali przed wejściem do budynku ratusza. Jest! Przyszła żona kapitana Muczakowa. Zenek błyskawicznie ustawił za nią w kolejce. Za chwilę, niby przypadkiem podszedł do niego Sylwek.

            - Cześć Zeniu! Na czym pływałeś i gdzie byłeś? – Padło pytanie.

            - Na „Rybie” na łowiskach senegalskich... – Popłynęła, półszeptem, przyjacielska wymian zdań, dawno nie widzących się, rybaków. Pani Muczakowa na dźwięk nazwy statku wytężyła słuch pomimo cichej rozmowy nie uroniła ani słowa, wszak na tej jednostce, w tym rejsie, dowodził jej mąż.

            - A jak tam czarne dziewczynki w Dakarze? – Zapytał ściszając głos Sylwek.

            - Sam wiesz tam gdzie drogi chleb tam tania dupa. Podziwialiśmy kondycję Starego wziął do kabiny dwie zgrabne czekolady i przez dwa dni nie opuszczał kabiny – odpowiedział kłamliwie, Zeniu., kapitanowa nie czekała dłużej w kolejce.

            Po południu rybacy pełniący wachtę dejmańską na ”Rybie”, byli świadkami jak przyszedł wściekły kapitan Muczakow z podbitym okiem, podrapanymi policzkami, z walizką w ręku i zamieszkał na statku.

sobota, 03 czerwca 2006
Seksualna legenda marynarzy III

Każdy musi mieć swoją parę.

            W czasach PRL-u, gdy pensja na lądzie wynosiła trzydzieści dolarów, zawód marynarza i rybaka dalekomorskiego był zawodem bardzo atrakcyjnym ekonomicznie. Załogę nawigacyjną i maszynową stanowili głównie absolwenci średnich i wyższych szkół morskich byli to doświadczeni profesjonaliści wysoko notowani w swych umiejętnościach w światowym rankingu morskim. Oczywiście nad wszystkimi pływającymi krążyło i „czuwało” widmo Ubecji w różnych formach jej literalnych odmian od UBP, do GPK. Czasami wystarczałoby, że złośliwa była żona doniosła byle, co na byłego małżonka by otrzymał on zakaz pływania bez podania przyczyny. Również załogi statków był naszpikowane ludźmi bezpieki. Ten temat pozostawiam historykom, gdy odtajnione zostaną archiwa.

            Zdarzało się, że na stanowiska nie wymagające zbytnich kwalifikacji w przetwórni i hotelu zatrudniani byli ludzie „ni z gruszki ni z pietruszki” jak mawiali rybacy. Byli to często znajomi lub krewni decydentnych pracowników przedsiębiorstwa lub funkcjonariuszy PZPR., Z jakiego nadania zjawił się na statku „Farmer” na stanowisku rybaka w przetwórni trudno było wyczuć. Po pewnym czasie udało się rybakom dojść, że pełnił kierowniczą funkcję w PGR-że i coś mu nie wyszło w zarządzaniu w tym socjalistycznym symbolu gospodarki rolnej i zamiast do pierdla trafił na statek. Praca na morzu, zwyczaje, zasady współżycia były dla niego nie znaną rzeczywistością. Załoga szybko się zorientował w tej ułomność. Takiej okazji „przyładowania gościa”, statkowi miłośnicy zgrywy nie przepuszczą.

            - ...a jak sobie radzicie z potrzebami seksualnymi w takim pięciomiesięcznym rejsie? – Zapytał w czasie rozmowy przy kawie, swego towarzysza z kabiny.

            - Jak to? Ty nie wiesz? – Powiedział pytany i pomyślał – No mam Cię. Będzie wesoło.

            - O czym mam niby wiedzieć?

            - O zwyczajach seksualnych w polskiej flocie dalekomorskiej. Nie uprzedzono Ciebie o tym?

            - Jakich zwyczajach?

            - Jest takie niepisane prawo na statkach, będącą ścisłą tajemnicą, że w pierwszych dniach rejsu połowa załogi z najdłuższym stażem pływania dokonuje losowania partnerów seksualnych. Wylosowani nie są przy tym obecni i nie wiedzą, przez kogo zostali wylosowani. Musisz być przygotowany, że w każdej chwili zwróci się ktoś do Ciebie ze słowami: „Wylosowałem Ciebie”.

            - Co będzie jak odmówię?

            - Nie radzę. Na pewno słyszałeś o wypadkach wypadnięcia ludzi za burtę.

O treści rozmowy zostali poinformowani inny załoganci. Biedny „Farmer” przez dwa miesiące, za każdym razem na dźwięk swego nazwiska lub imienia, dostawał lękliwych dreszczy. Po dwóch miesiąca został zaakceptowany przez załogę i wyprowadzono go z błędu.

czwartek, 01 czerwca 2006
Seksualna legenda marynarzy II

Kochana teściowa?

         Zenek nie przepadał za swoją teściową, i ze wzajemnością. Po długim rejsie, chciał spędzić z żoną święta tylko we dwoje, niespodziewanie przyjechała „kochana mama”. Ponieważ była to niewiasta świętobliwa, na drugi dzień postanowiła złożyć wizytę w kościele. Widząc jak rozgląda się przed wyjściem za książeczką do nabożeństwa:

        - Kochana mamo już ją włożyłem do torebki – poinformował „kochający” zięć.

W kościele otworzyła i ku zgorszeniu wszystkich obecnych, na podłogę wysypały się karty pornograficzne.

Kochający inaczej.

            W tamtych czasach moralność marynarska nie tolerowała osób płci męskiej, które upodobania miłosne kierowały do osobników tej samej płci. Były one bezwzględnie i złośliwie tępione. Tragedią dla statku było, gdy taki był kapitanem, co się niestety zdarzało. Na początku rejsu rybacy wyczaili, że steward Igor jest wyznawcą takiej miłości. Również w tym rejsie zamustrowany był Sylwek. Było to chłop chętny do rozróby o potężnym cielsku i rękach jak bochenki chleba. Cięty na takich osobników jak Igor. Właśnie trauler opuścił Las Palmas gdzie załoga zaopatrzyła się w tani koniak kupowany na litry – cena pustej butelek prawie równa cenie trunku. Kurs przez Atlantyk na Georges Bank. By ukoić smutek rozstania z krajem i rodziną Sylwek za bardzo ochoczo, oddał się degustacji hiszpańskiego trunku w efekcie lekko zamroczony legł jak długi na brzuchu tylko w slipkach na swej koi. W tropikalnych temperaturach tej szerokości kabina statku bez klimatyzacji to jak metalowy garnek na lekkim ogniu. Spało się, więc bez przykrycia. Współmieszkaniec kabiny, pełnił wachtę. Zapadł, nasz Sylwuś w chrapliwy mocny sen wzmocniony alkoholem. Na tą chwile czekało dwóch złośliwych rybaków. Wojtek i Zenek.

          Kabiny w czasie rejsu, na morzu, ze względów bezpieczeństwa, są otwarte, gdy znajdują się w nich ludzie. Bez trudu spiskowcy weszli do środka. Delikatnie ściągnęli zamroczonemu rybakowi slipy i doprowadzili do nieładu pościel.

         Rano rybak obudził się na dobrym kacu z uczuciem umierania. Nie bez powodu, pity poprzedniego dnia koniak nosił nazwę „Śmierć Marynarza”. (Marynarze twierdzili, że był on dziełem firmy, która w czasie wojny produkowała gaz cyklon). Zdziwił się trochę widząc zmiętoszoną pościel i brak slipek. Nawet przy największym przepiciu takie rzeczy mu się nie zdarzały. Targany myślami i chandrą, wyszedł na korytarz, gdzie „niespodziewanie” natknął się na Wojtka.

       - Sylwek, co od Ciebie chciał Igor? – Zagadnął od niechcenia.

       - O czym mówisz? – Odpowiedział zdziwiony Sylwek.

       - Jak to, o czym? Dwie godziny temu widział jak wychodził z twojej kabiny?

      - Coo...!!! - Zaryczał jak ranny mors i pognał do pentry gdzie urzędował nie słusznie pomówiony steward.

      - Ty skurwysyński pedale ja ci wybije amory z głowy. Coś robił w mojej kabinie? – Ryknął wściekły łapiąc nieszczęśnika za klapy.

      - Nie wiem, o co Ci chodzi... – Bronił się zaskoczony i zdziwiony zaatakowany. Do Sylwka nie docierały wyjaśnienia i na szczęce Igora wylądowały dwa ciosy nim nie został odciągnięty przez załogantów. Był to pierwszy i ostatni rejs Igora.

poniedziałek, 29 maja 2006
Seksualna legenda marynarzy I

    O wyczynach seksualnych marynarz, krążą legendy od zarania powstania tego zawodu. Literacki obraz romantyzmu marynarskiego dla dorosłych, to portowa tawerna, w której rządzą marynarze pijąc rum, whisky i inne męskie trunki w otoczeniu portowych dziewcząt. Pieśni marynarskie i żeglarskie opiewają przygody marynarzy z żonami w każdym porcie.

Jaka jest w tym temacie rzeczywistość?

    Taka sama jak na lądzie. Zależy ona od zasad moralnych i kultury osobistej marynarza. Oczywiście należy przy tym uwzględnić predyspozycje ludzi morza do tworzenia legendy o swej wyjątkowości w tym względzie.

    Pouczenia starego bywalca domów uciech.

    - Słuchaj żółtodziobie, gdy się wybierzesz w Abidżanie na dziewczynki i będziesz korzystał z ich usług to nie zapomni dać jej dodatkowego dolara by cię trzymała za uszy – poucza „Starszy” stojącego przy sterze „Młodego”. „Młody” zamustrowany na „Admirale” jako rybak i po raz pierwszy będzie w porcie afrykańskim.

    - Po co? Jaka z tego dodatkowa przyjemność?

    - Przyjemności dodatkowej nie będziesz miał, ale będziesz miał portfel.

„Sutenerski” problem kolegi Michała.

    „Admirał” dopływa do redy portu. Zamustrowani uczniowie klas czwartych wiek dziewiętnaście, dwadzieścia lat. Zaplanowano port Abidżan największe miasto i port Wybrzeża Kości Słoniowej zwany „Paryżem Afryki”. Praktykanci zostali poinstruowani jak mają się zachowywać w tym porcie. W tym postkolonialnych kraju Afryki, jak i w innych, rządzi prawo korupcji i łapownictwa zwanego bakszyszem. Kapitan statku musi znać stawki w zależności od rangi urzędnika, komu dać paczkę papierosów, komu butelkę whisky a komu sto dolarów. Jeżeli naruszy hierarchię wartości to może narazić armatora na poważne straty związane z przestojem statku. Statek stoi na redzie portu. Wezwano pilota. Z portu zbliżają się dwie łodzie jedna z pilotem na pokładzie druga z „dziewczynkami”. Konsternacja! Kapitan i Michał reprezentujący w tym rejsie szkołę, analizują sytuację.

    - Gdy nie pozwolę wejść dziewczynkom na pokład to przetrzymają nas na redzie kilka dni – mówi kapitan. – W tym kraju sutenerstwem zajmuje się każdy, kto może nawet ojcowie stręczą swoje córki a mężowie żony. Bieda i głód upodla ludzi. Pracownicy portu mają swój procent od zarobków dziewcząt. Praktykanci i załoga mają formalny zakaz korzystania z usług tych pań. Ale nikt nie będzie siedział po koią.

Rozsypały się „panienki” po statku. Jedna upodobała sobie kolegę Michał. Z trudem ratuje honor wiernego męża. Tylko spłonił się rumieńcem niczym sztubak, gdy u przechodzącego pokładem, natarczywa czarnulka próbował wzniecić chucie łapiąc za wiadomą część ciała. Po pewnym czasie oficer wachtowy przyprowadził zapłakaną jedną z dziewcząt, skarżyła się językiem, który trudno można byłoby nazwać angielskim, że jeden z praktykantów skorzystał z usług i nie zapłacił. Kolega Michał stanął przed problemem moralnym i wychowawczym i w końcu zapłacił sam, bo uczeń nie miał pieniędzy.

 

Zazdrosny rybak?

    Gdy statki wracały z dalekich łowisk do kraju i podróż trwała dwa tygodnie, to skutki niewierności mężów marynarzy, był w stanie zlikwidować lekarz okrętowy przy pomocy antybiotyków. Lecz problem powstawał, gdy następowała niespodziewana podmiana lotnicza.

Podmiana załogi w Montewideo została przyspieszona nagle o tydzień. Wyczarterowanym samolotem poleciała nowa załoga z powrotem ma wracać stara. Rybak Zenek jest przerażony. Zgrzeszył z przygodną mulatką. Otrzymał prezent, którego stara się pozbyć, kuracja musi trwać jeszcze tydzień i nie może przez ten czas wypełniać obowiązków małżeńskich. Co powie kochającej, młodej żonie po powrocie do domu? Rozwód murowany. Ma szatański pomysł, w przeddzień powrotu zamawia rozmowę przez radio do przyjaciela w Szczecinie.

    - Pójdź dzisiaj do mojej żony i zapytaj, kiedy ja wracam. Nie mów, że z Tobą rozmawiałem. Wszystko ci wyjaśnię jak wrócę. Masz u mnie flachę. Cześć!

Przyjaciel odwiedził wierną żonę zgodnie z prośbą Zenka.

    Dzień następny. Żona otwiera drzwi kochanemu małżonkowi wracającemu z długiego rejsu. Lecz w drzwiach widzi wściekłą twarz.

    - Czego ja się dowiaduje! Gdy ja ciężko haruje na morzu to ty chłopów w domu przyjmujesz! Jesteś niewierna...! – Płynie potok niesłusznych zarzutów i pretensji.

Zaskoczona i zdziwiona żona próbuje zaprzeczać, lecz wie jak złośliwe i wredne są sąsiadki. Sadzi, że to wczorajsza wizyta jest powodem takiej reakcji.

    - To twój przyjaciel był wczoraj pytał, kiedy wrócisz. Zapytaj go to ci wyjaśni.

Przez najbliższy tydzień Zenek jakoś nie mógł skontaktować się z kolega i nie odzywał się do żony, po tygodniu udało się mu się „przyjąć” wyjaśnienia. Przeprosił żonę za bezpodstawną zazdrość i żyli długo, ale czy szczęśliwie?

Powitanie żon.

Powrót statku z rejsu. Kanał Piastowski. Trzej rybacy rozmawiają na pokładzie.

    - Powiadomiłem, jak zawsze, przez „radio” żonę, że przypływam. Będzie czekała na kei. Zabierze mnie samochodem do domu - mówi Józek.

Sylwek dodaje.

    - Ja też powiadomiłem żonę, że przypływamy, przyjedzie z dziećmi z Kołobrzegu i będzie czekała na kei.

Na to Zenek z poważną miną.

    - Nigdy nie informuję żony, kiedy wracam. Mieszkam w domku jednorodzinnym, pod Darłówkiem.. Sąsiad Andrzej ma bronę. Wracam. Pożyczam bronę. Rozkładam ją pod oknem, zębami do góry. Pukam do drzwi i nie zdarzyło się ażeby ktoś się nie nadział.

sobota, 21 stycznia 2006
Co to był za ślub?
 

        - Idzie ryba! – te słowa klucze rybacy chcieliby słyszeć i powtarzać przez cały rejs, jest to sens ich rybaczenia. Sypnęło śledziem na Georges Bank na czajniku s/t Słupia praca na okrągło wydawanie, wybieranie znowu wydawanie w czasie trału na mostku tylko Stary cała załoga przy soleniu w beczki. Dwa tygodnie ładownia pełna. Lata sześćdziesiąte - na tym łowisku prym wiedzie flota łowcza ZSRR z dziesiątkami jednostek rybackich wybudowanych, głownie przez stocznie polskie na drugim miejscu nasza flota eksploatująca te zasobne łowisko początkowo jednostkami parowymi typu B10 takimi jak „Kamienna”, „Słupia” i inne. Polskie jednostki mają problem z wyładunkiem - brak statków bazowych. S/t Słupia otrzymuje polecenie wyładunku w morzu na radziecką bazę śledziową „Sovietskaya Litva”. Podejście do bazy. Kolejka polskich i radzieckich jednostek. Dla Romcia Kochliwego absolwenta Państwowej Szkoły Rybołówstwa Morskiego rejs na „Słupi”. Jest drugim rejsem dalekomorskim. Lecz to wystarczyło żeby z powodu swoich wyczynów miłosnych w portach, uzyskał przydomek Kochliwy. Czas oczekiwań na wyładunek może potrwać kilka dni. Uzależnione jest to od stanu morza i ilości jednostek oczekujących. „Sovietskaja Litva” jest statkiem bazą z ponad dwustu pięćdziesięciu osobową załogą. Tematem dyżurnym na „Słupi” jest około trzydziesto procentowa żeńska część radzieckiej załogi.

          - No Kochliwy, ale pomimo twoich zdolności uwodzicielskich Nataszy, pielęgniarki z bazy nie uwiedziesz – pokpiwali koledzy

- Co? Zakład?.

- Przyjmujemy. Dwie butelki Jasia Wędrowniczka.

           - Master – zwrócił się Romcio do kapitana – będziemy tu przez dwa dni mieszać wodę, nim dobijemy do bazy. Babrze mi się na ręce od tygodnia wrzód. Może chirurg z bazy zbadałby to świństwo.

          Ludzie lądu w latach PRL z zadekretowanym internacjonalizmem i ograniczonymi międzynarodowymi kontaktami miedzyludzkimi, z ironią, wyższością i niechęcią traktowali zwykłych obywateli imperium zła – ZSRR. Ludzie morza a szczególnie rybacy dalekomorscy, którzy w kontaktach osobistych spotykali się z życzliwością i pomocą w trudnych sytuacjach na łowisku, mieli pozytywny stosunek do załogantów narzędziowców. Totalitaryzm sowiecki jak mawiali polscy rybacy:

         - Dawał im bardziej w dupę niż nam.

        Było rzeczą normalną, że gdy polski rybak potrzebował pomocy lekarskiej a w pobliżu była baza radziecka to otrzymywał ją bezinteresownie, z operacjami chirurgicznymi wyrostka włącznie. Rewanżowaliśmy się im za to skromnymi artykułami „Baltony” i naszą życzliwością.

         Powróćmy do lat sześćdziesiątych i naszego podrywacza Romcia. Kapitan skontaktował się przez UKF-kę z kapitanem „Sovietskaya Litva”. Kochliwy zaopatrzony w słodycze „Wedel” zwanego wówczas „22 lipca” i karton „Żywca”, wsiadł do szalupy i popłynął na bazę. Chirurg obrządził ropiejący wrzód. Lecz nie wrzód był głównym celem wizyty, lecz piękna pielęgniarką Natasza, asystująca lekarzowi. Już w tracie zabiegu Romcio rozpoczął wykorzystywać swoje uwodzicielskie zdolności. Zauważył, że jego umizgi są przyjmowane przychylnie. Wręczył upominki. Następnie odwiedził zastępcę kapitana do spraw politycznych zwanego panpalit, ofiarując mu karton piwa, oświadczając, że jest polskim komunistą i chciałby oglądnąć, wyświetlany następnego dnia film o wodzu rewolucji – Leninie. Otrzymał zgodę. Oczekując na przybycie szalupy pracował nad zmiękczeniem serca Nataszy. Umówił się na następny dzień. Następnego dnia gdy Lenin na ekranie zdobywał Pałac Zimowy, w ciemnościach sali kinowej Romcio zdobywał zimne serce Nataszy. Po kilku następnych wyładunkach na bazę i wizytach Kochliwego. „Miłość” rozwikła do tego stopnia, że nasz podrywacz zaproponował:

           -   Natasza kocham Ciebie, może byśmy sprawdzili naszą miłość w łóżku?

-         Ja Tybia toże lublu, Wstupisz w brak. Budziet krowat.

-         Natasza, kto nam tu na Atlantyku udzieli ślubu?

-         Kapitan.

W owym czasie istniało prawo, że kapitanowie statków niektórych państw mieli takie prawo. Romcio Kochliwy przemyślał problem. Sowiecka władza i tak nie wypuści Nataszy z sajuzu.

-  Dobrze – oświadczył.

          Przy następnym wyładunku odbył się ślub. Nowożeńcy otrzymali kilka nocy poślubnych, przy każdym przybiciu czajnika do bazy. Załadowana „Sovietskaya Litva” popłynęła wraz z Nataszą. Kochliwy pozostał i zapewniał, że po powrocie do kraju poczyni starania by być razem. S/t Słupia wróciła do kraju. Romcio po wypiciu dwóch „Janków Wędrowniczków”, wygranych od kolegów z traulera, zapomniał o Nataszy.

         Minęło dziesięć lat. Romcio przeszedł długą drogę awansu marynarskiego i został kapitanem Romanem Kochliwym pływającym na nowoczesnych traulerach – przetwórniach. Założył nową rodzinę i miał dwójkę dzieci.

         Do drzwi domku na przedmieściu Szczecina puka kobieta z jedenastoletnim chłopakiem. Otwiera gospodyni.

        - Czy eto żyliszcze Romana Kochliwego?

        - Nie rozumiem?

        - Czy eto mieszkanie Romana Kochliwego? – mówi łamaną polszczyzną kobieta.

        - Tak. A kim pani jest?

        -    Ja jewo żena – pada odpowiedz.

Edward Bernatowicz

P.s O tym zdarzeniu często opowiadali rybacy na łowisku, oczywiście imię i nazwisko bohatera i nazwy statków zostało zmienione.