Towarzyszę Starszemu na nocnej wachcie. Rozmarzył się - Mam domek w Jelitkowie, na stare lata będę siedział przy kominku i opowiadał wnukom swoje morskie przygody. Cholera! Przecież wszystkiego im nie będę mógł powiedzieć... - Dla mego wnuka Mikołają. Życie rybaków dalekomorskich na m t Admirał Arciszewski, marynarzy kołobrzeskich, rybaków bałtyckich, żeglarzy.
piątek, 18 listopada 2005
Bohaterowie, mordercy czy narzędzie w ręku...?

Część II

Dzień chwały ORP „Orzeł”.

      8 października 1939 roku „Orzeł” od świtu do zmroku przeleżał na dnie, każdy dźwięk śruby okrętów na powierzchni to niepewność i wyczekiwanie. Wieczór. Wynurzenie. Horyzont pusty. Przewietrzenie okrętu. Ładowanie akumulatorów. Kierunek przylądek Falsterbov.


      „Okręty na horyzoncie!” Zanurzenie! Niegroźna kolizja ze skałą podwodną. Kopenhaga na lewym trawersie! Opadanie na dno. Bulgot napełnianych zbiorników. Brzęczenie wentylatorów. Lekkie tąpniecie. Okręt leży na dnie. Dziesięć godzin bezruchu, do zmroku dnia następnego. Wynurzenie! Sprężarki pompują powietrze do zbiorników. Trymowanie. Kierunek? Kattegak dalej Skagerrak. Na prawym trawersie w „Zamek Hamleta” w Halsingborgu. Tu Szekspir umiejscowił akcję swego dramatu. Duch Hamleta sprzyja bohaterom. Kattegak! Znów ucieczka przed nieprzyjacielem na dno. Po północy 11 października. Wynurzenie. Silniki pracują na najwyższych obrotach. Skagerak!. Udało się! Przechytrzyli całą sforę hitlerowskich „cerberów”. Pokonali „Styks”. Opuścili bałtycki „Hades”. Kurs przez Morze Północne na Anglię! W dniu 12 października U-47, płynący w kierunku północno-zachodnim, przecina kurs „Orła” płynącego kursem w kierunku zachodnim. Załogi nie wiedzą o swojej bliskości. Wie tylko morze. A ono...?
      14 października 1939 roku. Walczący świat obiega wiadomość. Polski okręt podwodny ORP „Orzeł” pod dowództwem kapitana Jana Grudzińskiego, po bohaterskiej i brawurowej akcji uciekł z internowania, pozbawiony map oraz z uszkodzeniami dotarł do Isle of May w Anglii.
Potwór Scapa Flow.
      M/t Admirał Arciszewski wpływa do cieśniny Pentland Z lewej burty skaliste wybrzeże Szkocji, na prawej burcie Orkady z widoczną w głębi zatoką Scapa Flow. Słoneczny październikowy dzień. Patrząc na wystające z morza skalne wysepki, otaczające zatokę i porównując z mapą nawigacyjną, masz wrażenie, że potężny potwór otworzył paszczę. Dolna szczęka zanurzona w oceanie. Wystają z wody nieregularne, kamienne zęby zniszczone przez próchnicę czasu. Błękit nieba to podniebienie. Przypływy i odpływy z prędkością dochodzącą do sześciu węzłów, przelewają się przez cieśninę i między „zębami potwora” z Atlantyku na Morze Północne i z powrotem. Jest taka ryba, która swoje potomstwo chroni przetrzymując w swoich ustach. W czasie wojny „potwór Scapa Flow” chronił tak flotę Royal Navy. Prześwity między „zębami” zostały odpowiednio zabezpieczone, została tylko niewielka szczelina dla ruchu własnych jednostek. Widzimy to przejście. Trudno pojąć jak mogło wydarzyć się to, co się wydarzyło.
Plan Dönitza
       Samoloty Luftwaffe i zwiad małych okrętów podwodnych „kaczek” ustaliły, o możliwości wśliźnięcia się do bazy Scapa Flow i zadania ciosu potędze Home Fleet. Dönitz powierzy to zadanie swemu wiernemu pupilowi, sprawdzonemu w wojnie hiszpańskiej i wojnie nieograniczonej Güntherowi Prienowi. Angielskie okręty liniowe stacjonujące na Orkadach były dużym zagrożeniem okrętom nawodnym Kriegsmarine w przedzieraniu się na Atlantyk. Dowództwo niemieckie liczyło na porzucenie przez Anglików Scapa Flow po udanej akcji U-47.
Dzień chwały U-47?.
       13 października 1939 roku. Około trzeciej rano. Lis jest pod kurnikiem. Nad Orkdami ciemne chmury. Prien dokonuje ostatniej analizy przygotowanego planu. Zanurzenie. Wibrują silniki elektryczne. Woda wlewa się do zbiorników. Korekta sterów głębokości. Lekkie, prawie niewyczuwalne drgnięcie. Okręt leży na dnie. „Silniki stop!” „Jutro wchodzimy do Scapa Flow” – informuje załogę dowódca. Cisza. Cisza jak wieczność. Cisza jak rachunek sumienia. Cisza jak pytanie. Dlaczego? Spadające krople wody jak wróżąca klepsydra. Życie? Śmierć? Życie? Śmierć?...
„Na stanowiska! Oderwać okręt od dna!” – Padają rozkazy po piętnastu godzinach. - „Głębokość peryskopowa”. - „Horyzont czysty.”- „Wynurzenie!” Okręt zakołysał się na fali ze zdziwienia. Opiekuńczy „potwór Scapa Flow” przerażony przeznaczeniem, próbuje przepłoszyć mordercę i ostrzec podopiecznych. Podświetla niebo zorzą polarną. Chmury w kolorowej poświacie. Szaro. Mija zaskoczenie. Chęć zabijania dla fuhrera zwycięża. Okręt wykorzystując fale przypływu niepostrzeżenie wślizguje się do zatoki przez trzynastometrową szczelinę. Zdziwienie i zaskoczenie. Kotwicowisko jest puste.
    Admirał Forbes wysłał większość dużych okrętów brytyjskich do przechwycenia okrętów Kriegsmarine „Gneisenau” i „Köln”. Dodatkowo, po wizycie zwiadowczej samolotów Luftwaffe nad Scapa Flow, Brytyjczycy spodziewali się nalotu i większość jednostek skierowano do bazy w Loch Ewe.
      Dokładna penetracja zatoki przez U-47. Jest cel!. Pancernik „Royal Oak” i stary okręt „Pegasus”. Pierwszy atak w każdy okręt bez efektów. Jedna torpeda nie odpaliła. Dwie następne chybiły celu. Następna torpeda trafiła niegroźnie w „Royal Oak”. Ponowny atak. Chybiony! Kolejny atak! Trzy śmiercionośne „węgorze” utkwiły w pancerniku dopełniając przeznaczenia. Osiemset trzydziestu trzech ludzi z tysiąc dwustu osobowej załogi spoczęło na dnie razem z okrętem. Kutry patrolowe rozpoczęły przeszukiwanie zatoki. Ucieczka tą samą drogą. Silniki pracują na granicy możliwości. Prąd wpycha okręt z powrotem do zatoki. Metr po metrze do przodu. Mozolnie przez cieśninę. Jest! Otwarte morze. Kurs na Kiel.
      Po powrocie do bazy propaganda gebelsowska przygotowała największe i najbardziej radosne uroczystości w historii działań bojowych okrętów podwodnych. Prien został odznaczony nowym medalem Krzyżem Rycerskim Krzyża Żelaznego (Ritterkreuz).
Morze cierpliwie czekało...!
    ORP „Orzeł” pod dowództwem kmdr ppor. Jana Grudzińskiego 8 czerwca 1940 roku w trakcie patrolu miał pojawić się w określonym sektorze Morza Północnego. Pomimo wezwań przez radiostacje ORP „Orzeł” nie odpowiadał. 11 czerwca kierownictwo Marynarki Wojennej w Londynie wydało komunikat następującej treści: „Z powodu braku jakichkolwiek wiadomości i nie powrócenia z patrolu w określonym terminie - okręt podwodny Rzeczypospolitej Polskiej „Orzeł” uważać należy za stracony”
Berlin 23 maja 1941
      „Naczelne Dowództwo Wermachtu podaje: dowodzony przez kmdr ppor. Gunthera Priena okręt podwodny nie powrócił ze swojej ostatniej operacji przeciwko nieprzyjacielowi. Należy liczyć się ze stratą tego okrętu”
Sensacja, miejsca, czasu i liczb.
Obydwa okręty zakończyły swe brawurowe akcje tego samego dnia. Specyfika wyczynów podobna. Obaj dowódcy zginęli w wieku trzydziestu trzech lat. Okręty musiały minąć się na Morzu Północnym. Nieznany jest tragiczny koniec okrętów.
     Ale jak to się dzieje, że człowiek przekształca się w morderczą maszynę? Prien jak większość asów hitlerowskich okrętów podwodnych miał nieodpartą potrzebę zabijania. Skazani byli na śmierć. Było to tylko kwestią czasu.
Pytanie i odpowiedzi!
      Mam przyjaciela emeryta Polskiej Marynarki Wojennej, człowieka prawego. Zadałem mu pytanie. „Kto byłby wzorem postępowania dla dowódców gdyby za PRL-u, Układ Warszawski rozpętał wojnę Prien czy Grudziński?” Zastanowił się chwilę. „Trudno powiedzieć. Ale wydaje się mi, że różnie”.
Edward Bernatowicz

06:55, edward.bernatowicz , ORP ORZEŁ
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 listopada 2005
Bohater, morderca czy narzędzie w ręku...?
 

  Morze, morze, jakim jesteś wspaniałym miejscem do – zabijania!!! Jak bardzo jesteśmy tolerancyjni dla morskich morderców? Jak trudno jest, szczególnie w okresie wojennym, określić, kto jest bohaterem, a kto zbrodniarzem morskim. Tak sympatycznie brzmi słowo „pirat”, jedna z ulubionych zabaw naszych dzieci i wnuków. Przecież pod tym pojęciem kryje się najbardziej okrutny morderca, nie tylko w aspekcie historycznym, ale i obecnie szczególnie na wodach mórz półwyspu Indochińskiego. Dlaczego nasze poczucie sprawiedliwości tak bardzo różnicuje obiektywnie te same fakty? Morze aż nazbyt często zabiera tajemnice zbrodni i bohaterstwa i jest obojętne na osąd ludzki.

M/t Admirał Arciszewski płynie wzdłuż wybrzeża Szkocji przez ISLE OF MAY, na lewym trawersie Firth of Forth, na redzie Aberdeen mamy przejąć część do windy trałowej i poprzez cieśninę Pentland Firth pozostawiając na prawym trawersie Orkady ze SCAPE FLOW dalej na Atlantyk.

Jest taka data z II wojny światowej, która łączy Isle of May i Scapa Flow. Łączy Dowódcę ubota U-47 Kmdr ppor. Güntera Priena i Kmdr ppor. Jana Grudzińskiego dowódcę ORP „Orzeł” Datą tą jest 14 października 1939 rok. W dniu tym oni i ich załogi przeszły do historii drugiej wojny światowej.

Lisia taktyka.

    Wojna okrętów podwodnych. Ze swej istoty pozbawiona jest rycerskości. Twarzą w twarz okręt podwodny staje tylko jako kat okrętu handlowego. Warunki techniczne nie pozwalają na zabieranie rozbitków. Niczym złodziejski lis godzinami, dniami czai się w głębinach po swą zdobycz. Atak. Ucieczka przed sforą nawodną i powietrznymi drapieżcami. W stalowy cygarze długości około sześćdziesiąt pięć metrów długości, siedmiu szerokości i dziesięciu wysokości około pięćdziesięciu istnień ludzkich skazana jest na spryt dowódcy i szczęście. W dramatycznych chwilach, gdy godzinami okręt leży na dnie, jedyną bronią załogi, jest bezwzględna cisza w smrodzie stęchłego powietrza zmieszanego z zapachem oleju. Nie ostrożnie potrącone naczynie może być powodem „rozstrzygnięcia ostatecznego”. Niemożność załatwiania potrzeb fizjologicznych potęguje grozę chwili. Bo g.... zawsze wypłynie i może zdradzić miejsce tropionych. Gdy już złowieszcze wybuchy bomb głębinowych ustaną a okręt nadal musi ukrywać się pod wodą załogę dopada choroba polarna. Wzrasta agresja i rozdrażnienie. Jak umierają? Brak danych! Bo gdy umiera okręt, umierają wszyscy. Zamknięci w stalowej beczce na dnie oceanu i powoli zużywają tlen! Świadkiem jest tylko morze. A ono ...! ? Sędziwy Hans , były mechanik na ubootach opowiada, że miał „szczęście”, po wymustrowaniu z powodu choroby, w Królewcu, jego okręt został zatopiono na morzu Północnym on dostał się do niewoli radzieckiej. Wrócił do rodziny w roku 1955 z syberyjskich łagrów. Życie, walka i śmierć na okrętach podwodnych drugiej wojny światowej, były podobne niezależnie od narodowości. Lecz czy wartości, motywacje i zasady, jakimi kierowały się załogi w walce były podobne?

Dwóch komandorów

Kmdr ppor. Jan Grudziński urodził się 1907 roku. Dorasta w duchu patriotyzmu międzywojennego „Bóg, Honor i Ojczyzna” tej dewizie będzie wierny do końca. Marzenia bycia oficerem i do tego Marynarki Wojennej realizuje rozpoczynając służbę w WP w wieku osiemnastu lat. Oficer Wojska Polskiego II Rzeczypospolitej to autentyczny szacunek społeczny, to wysoki status ekonomiczny, ale również duże wymagania moralne od siebie, oraz patriotyzm bez wyrachowania. Wierność Niepodległemu Państwu Polskiemu i ludziom, którzy tej niepodległości bronią. Kampanię wrześniową rozpoczął jako zastępcy dowódcy ORP „Orzeł” Znane są fakt brawurowej ucieczki z Talina pod jego rozkazami, przed próbą internowania przez podstępnych Estończyków. Jak powiedział, najlepszy znawca historii w Kołobrzegu, mój przyjaciel Józef Kamieński. Do tego niegodnego postępowania władze Estonii były przymuszone przez władze, sowieckie. Przeprowadzenia akcji i jej skuteczność jest świadectwem sposobu dowodzenie. Dowodzenie polegającego na dowódczej realizacji autentycznych dążeń, całej załogi. Bez map z jedną torpedą przedzierają się przez Bałtyk.

 

Kmdr ppor. Günter Prien urodził 1908 roku. Kryzys w Niemczech lat dwudziestych, przerywa gimnazjum. Morze jest jego marzeniem i szansą. Kończy trzy miesięczną szkołę morską. Na statkach, których się mustruje króluje prawo pięści. Konsekwentnie zdobywa praktykę i kwalifikacje. W wieku dwudziestu pięciu lat zdaje egzamin na kapitana żeglugi wielkiej. Wraca do Lipska do matki podzielić się radością. Radość jest przedwczesna. Kryzys. Brak pracy. Bezrobocie. Od tego momentu pozytywne cech, jakie charakteryzują człowieka morza: inteligencja, odwaga, zdecydowanie i kompetencja. Nabierają dzień po dniu innego wyrazu. Zostaje członkiem ruch narodowosocjalistycznego. W 1933 roku przyjmują go, do Kriegsmarine. Zaczyna jako marynarz. Dewizą staje się:, „Kto na chorągwie króla przysięga pruskiego, Nie ma już rzeczy własnej, co by była jego.” Wartością najwyższą staje się: „Deutschland, Deutschland über alles...“ Czuje „dumę i szczęście...” Ze spotkania z „człowiekiem, który odczuwa hańbę i nędzę swojego kraju jak własną, który pragnie wolnej, szczęśliwej ojczyzny...”,”Wierzy i działa...””Jego wiara staje się życiem” Człowiekiem tym jest Adolf Hitler. Czy słowa te włożone mu w usta przez propagandę gebelsowską w roku 1940 są jego prawdziwymi przekonaniami? Jego wojenne działania wskazuje, że tak. Był jednym z dziesięciu najlepszych realizatorów nieograniczonej wojny podwodnej rozpoczętej od zatopienia brytyjskiego statku pasażerskiego „Athenii”, na którego pokładzie znajdowało się tysiąc stu trzech pasażerów i trzysta piętnaście osób załogi, przez U-30, w trzecim dniu wojny.

Na szczyty chwały?

8 października 1939 roku z bazy uboot’ów w Kilonii wypływa U-47 pod dowództwem Güntera Prien. Cel znany tylko kapitanowi i dowództwu. Kurs przez Morze Północne. KAPITAN I JEGO ZAŁOGA WYKONUJĄ ZADANIE!

8 października 1939 rok ORP „Orzeł” pod dowództwem Jana Grudzińskiego ukrywa się na trzydziesto metrowej głębokości w cieśninach Duńskich przygotowując się do ostatecznego przedarcia się przez mocno strzeżone Sundy, na Morze Północne. ZAŁOGA I JEJ KAPITAN WYKONUJĄ ZADANIE!

Co przyniosą najbliższe sześć dni chwałę czy klęskę? Życie czy śmierć?...

Edward Bernatowicz

P.s.„Sensacja, miejsca, czasu i liczb.” W drugiej części.

08:43, edward.bernatowicz , ORP ORZEŁ
Link Dodaj komentarz »