Towarzyszę Starszemu na nocnej wachcie. Rozmarzył się - Mam domek w Jelitkowie, na stare lata będę siedział przy kominku i opowiadał wnukom swoje morskie przygody. Cholera! Przecież wszystkiego im nie będę mógł powiedzieć... - Dla mego wnuka Mikołają. Życie rybaków dalekomorskich na m t Admirał Arciszewski, marynarzy kołobrzeskich, rybaków bałtyckich, żeglarzy.
Blog > Komentarze do wpisu
Morświny uśmiechają się po śmierci

Rybaka łodziowego Leona Holkę, z sąsiedniej ulicy, znałem od lat. Obecnie jest na emeryturze po likwidacji jednostki w ramach unijnych programów rybołówstwa.

- Panie Leonie może by Pan opowiedział o swoim ponad czterdziestoletnim rybaczeniu - zapytałem.

- Nie ma, o czym. Jest tylu ciekawych i ważnych ludzi w naszym mieście, którzy potrafią opowiadać o sobie. Co tam ja, zwykły rybak.

Po takich słowach byłem prawie pewny, że szperając w morskim życiorysie tego człowieka można natrafić na niejedno ciekawe zdarzenie.

W obecnych czasach często zauważamy, szczególnie w mediach, natłok „pustosłowia i pustogłowia", szczególnie widoczne jest to u niektórych polityków i samorządowców. Ma się wrażenie jakby próbowali sprzedawać kolorowe puste opakowania swego JA.

Zauważyłem, ze ludzie morza często „opakowani w przeciętność" zawierają ciekawy i wartościowy „towar" swoich doświadczeń i przeżyć. Lecz gdy pytamy o to zazwyczaj odpowiadają.

- O czym tu opowiadać. Nie ma, o czym.

Nie dałem się zbyć i namówiłem pana Leona na zwierzenia.

Tobiasz na przynętę

Tobiasz „(Ammodytes tobianus) - gatunek morskiej ryby z rodziny dobijakowatych Długość do ok. 23 cm, ciało silnie wydłużone, smukłe, spłaszczone bocznie. Ubarwienie srebrzyste, grzbiet ciemny. Tobiasz żywi się głównie skorupiakami planktonowymi, rzadziej narybkiem. Występuje w ławicach, zagrożony ukrywa się w piaszczystym dnie. Tarło na przełomie jesieni i zimy".

Czytelniku, gdybyś zawędrował w latach sześćdziesiątych o świcie na kołobrzeską plażę zachodnią to może ujrzałbyś, jak rybacy łodziowi parami łowią tobiasza na przynętę.

- Jeden koniec liny sieci zakotwiczono na plaży. Łódką wiosłową wywożono sieć, szerokim łukiem w morze by zamknąć półkole o końcach lin na plaży. - wspomina pan Leon.

- Za jedną linę złapał ojciec, za drugą złapałem ja i powoli wyciągano sieć na plażę z wijącym się tobiaszem. Była to najlepsza przynęta, obok „krabików" bałtyckich, nakładana na haki na dorsze i flądry.

Zatopienie Koł 112

22 grudnia 1998 roku. Pan Leon na Koł 112 wraz z trzyosobową załogą wypływa na połów, Za dwa dni Wigilia, świeża ryba to w tym okresie najbardziej potrzebny towar.

- Na rufie w workach ułożone siatki stawne. Załogant Edek Litwin zdjął koła ratunkowe z haków i położył na workach, by w momencie wychodzenie z głodówek portu fala nie podbiła sieci do góry.

Często zastanawiamy się nad rolą przyczynowo-skutkową zdarzeń i oraz nad przypadkiem w życiu człowieka W obecnej „epoce wirtualnej", epoce programowanych komputerów odnosi się wrażenie, że pewne cykle zdarzeń, których doświadcza człowiek są zaprogramowaną aplikacją. przez „super programistę" Człowiek posiadający wolną wolę realizuje ową aplikację i czasami w sytuacjach ostatecznych potrafi wygrać drugie życie. Takim „elementem programu" ratowania życia załogi Koł 112, były owe koła ratunkowe położone w niewłaściwym miejscu..

Godzina 8. Około 2,5 mili od lądu na wysokości Podczela Załoga Koł 112 kończy wybierać ostatnie haki. W kierunku portu kołobrzeskiego z przeciwnej strony płynie łódź rybacka. Przejdzie bezpiecznie od strony lądu - pomyślał pan Leon pracujący na rufie.

Jest na prawym trawersie. Nagle! Robi zwrot o 90 stopni i uderza w burtę zakotwiczonej łodzi. Odskoczyła na odległość około trzydziestu metrów. Przez pęknięcie w stalowym kadłubie Koł 112 woda wdziera się do maszynowni.

- Bierzemy was na hol! - zawołał sprawca zdarzenia, nieświadomy zagrożenia, jakie spowodował.

Podana cuma dziobowa pęka. Łódź udzielająca pomocy dochodzi do burty Koł 112, powodując całkowite pęknięcie poszycia łodzi. Z dziobem do góry, rufa błyskawicznie pogrąża się w wodzie, uwalniając znajdujące się tam koła ratunkowe.

- Zdążyłem tylko zdjąć jeden but filcowy. Robię unik, przed wciągnięciem pod wodę, przez nadbudówkę na dziobie. Edek w wodzie uczepiony koła ratunkowego. Łapię się koła z drugiej strony. Gdyby koło ratunkowe było, jak zawsze, na swoich zaczepach, takiej szansy ratunku nie mielibyśmy - wspomina pan Leon..

W wodzie o temperaturze około 0 stopni nieprzygotowany człowiek przeżywa około 15 minut. Pierwszy rozbitek wyciągnięty. Leon łapie podaną cumę. Wkłada nogę w bucie w pętlę cumy, ta bez buta już zdrętwiała. Trzech rybaków z trudem wyciąga potężnego Leona na kuter.

- Do ubikacji, tam najcieplej! - woła szyper.

Problem z Gienkiem - na powierzchni wody utrzymuje go pęcherz powietrza ortalionowej kurtki, traci siły z wyziębienia organizmu. Decyzja mechanika Rutkowskiego z ratującej jednostki jest błyskawiczna. Owiązuje się w pasie linką. Skok do lodowatej wody. Po chwili wraz z Gienkiem jest wyciągnięty na pokład. Jeszcze tylko wyłowienie Edka uczepionego koła ratunkowego. Leon próbuje pomagać w wyciąganiu kolegów, lecz zdrętwiałe ręce odmawiają posłuszeństwa.

Szybko do portu. Pogotowie powiadomione.

- W porcie służbista policjant, nie zważając na nasz stan zdrowia, męczył pytaniami - opowiada pan Leon, aż się lekarz zdenerwował

- Niech pan da im spokój, nie widzi pan, ze trzeba zabrać do szpitala.

- Co było powodem, że został zatopiony Koł 118 - zapytałem.

- Szyper, sprawcy zatopienia, był poważnie chory na cukrzycę i zapadał chwilami w senne odrętwienie, gdy mijał nas hałas naszej jednostki obudził go i odruchowo zmienił nagle kurs od lądu, czyli prosto na nas.

Morświny uśmiechają się po śmierci

Przeglądając rodzinne zdjęcia zaciekawiło mnie zdjęcie pana Leona i jego kolegi trzymającego morświna ( w załączeniu).

Morświn, merświn, morświń lub morsun - to używane na polskim wybrzeżu nazwy jedynego bałtyckiego walenia. Ma on i swoją naukową łacińską nazwę - Phocoena phocoena."

Trudno go zauważyć żywego na naszych wodach, bo przebywa cały czas pod powierzchnią. Wynurza się dyskretnie tylko w celu zaczerpnięcia powietrza. Oglądam je tylko wtedy, gdy stanie się tragedia i zaplączą się w zastawione sieci i się uduszą. Tak się stało również z tym na zdjęciu.

Niestety takie zdjęcia są coraz częstsze, ilość tych jedynych waleni bałtyckich się zmniejsza. Próby uratowania od zagłady wymagają środków finansowych. W Kanadzie i Stanach Zjednoczonych z powodzeniem stosuje się dźwiękowe odstraszacze zwane pingerami. Wieszane są na sieciach, gdzie niebezpieczeństwo wpadania morświnów w sieci jest największe.

Gdy przyniosłem zdjęcie, pani Alicja, redakcyjna szefowa komputerów, zauważyła:

- Ale się on pięknie się uśmiecha.

Przyznałem rację i pomyślałem, jakże wspaniały musi być uśmiech żywego morświna?

Czy nasze prawnuki będą oglądać ten uśmiech tylko na starych fotografiach?

Edward Bernatowicz


poniedziałek, 18 sierpnia 2008, edward.bernatowicz

Polecane wpisy