Towarzyszę Starszemu na nocnej wachcie. Rozmarzył się - Mam domek w Jelitkowie, na stare lata będę siedział przy kominku i opowiadał wnukom swoje morskie przygody. Cholera! Przecież wszystkiego im nie będę mógł powiedzieć... - Dla mego wnuka Mikołają. Życie rybaków dalekomorskich na m t Admirał Arciszewski, marynarzy kołobrzeskich, rybaków bałtyckich, żeglarzy.
Blog > Komentarze do wpisu
ŁAPANIE WIELORYBÓW

ŁAPANIE WIELORYBÓW


1. Wieloryby oraz delfiny i morświny należą do rzędu Cetacea. Istnieje 13 gatunków „dużych wielorybów" takich jak płetwal błękitny, finwal, długopłetwiec, wal grenlandzki, kaszalot i płetwal karłowaty oraz dalszych 68 gatunków mniejszych wielorybów i delfinów. Od średniowiecza w Europie, na morzach północnych a następnie w Amerykach i innych regionach świata, w tym Antarktyce, polowano na gatunki waleni, głównie na duże wieloryby. Mięso wielorybów było wykorzystywane jako żywność w wielu regionach świata, lecz wieloryby stanowiły również źródło wielu innych ważnych produktów, takich jak fiszbiny, a zwłaszcza olej i tłuszcz, które były używane jako paliwo i do smarowania maszyn...."

KOM(2007) 823 wersja ostateczna

KOMUNIKAT KOMISJI DO PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY


 


Łapanie wielorybów"

Wracają z porannego spacerku z nad morza spotkałem franciszkanina o. Bogdana. Ojciec Bogdan ukochał Boga i dzieła stworzone przez Boga: morze i Kołobrzeg.

- O czym morskim jeszcze, by tu napisać w Gazecie Kołobrzeskiej? - zapytałem w czasie rozmowy.

- O łapaniu wielorybów - odpowiedział pół żartem.

W pierwszej chwili chciałem zwrócić uwagę na to, że rybacy nie „łapią", ale „łowią" ryby w sieci, napisane o tym jest nawet w Piśmie Świętym. Ale zastanowiwszy się, doszedłem do wniosku, że właściwie to w obecnych czasach trudno nazwać łowieniem lub polowaniem na wieloryby. W dokumentach Międzynarodowej Komisji Wielorybniczej („IWC") używa się pojęć „eksploatacja wielorybów" i „połowy wielorybów". Dla mnie, biorąc pod uwagę urządzenia techniczne do zabijania waleni, najbardziej adekwatnym pojęciem byłoby mordowanie wielorybów.

Wracając do domu, sprowokowany słowami o.Bogdana, zrobiłem „rachunek sumienia" w tym temacie.

Spotkanie na Atlantyku

Druga połowa lat siedemdziesiątych minionego wieku. m/t Admirał Arciszewski płynie przez Atlantyk z redy Nowego Jorku do Szkocji.

- Choć na mostek! Coś zobaczysz! - Słyszę w słuchawce telefonu statkowego.

Szybko ubrałem się i pognałem na mostek.

- Patrz! - Powiedział Starszy wskazując na morze.

Kontrkursem, w odległości około pól mili, zbliżały się, do prawego trawersu, od nawietrznej, dwa potężne cielska wielorybów, prychające fontannami wody. Wyszliśmy na skrzydło. Podmuch wiatru, przyniósł smród zjełczałego tranu.

- Nie wiedziałem, ze wieloryby tak śmierdzą - powiedziałem.

- To humbaki zwane przez rybaków „śpiewakami" - powiedział Starszy patrząc przez lornetkę.

Gdy dwa osobniki z gatunku największych istot żywych na ziemi, zniknęły za rufą statku. Starszy wygłosił mi krótki wykład o humbakach.

Humbak zwany śpiewakiem

Wieloryb z rodziny fałdowców, długopłetwiec zwany też humbakiem (Megaptera novaeangliae).

Odbywa najdłuższe wędrówki ze wszystkich saków. Żyje na Pacyfiku. Zimuje u wybrzeży Meksyku, tam też wydaje na świat potomstwo. Na lato wędruje do Arktyki, gdzie - po przepłynięciu 10000 km - maja w brud pożywienia. Humbaki również latem żerują na północy, zimę spędzają u wybrzeży Hawajów i Meksyku albo Bermudów i wysp Morza Karaibskiego

Ze względu na dźwięki pieśni godowej samca humbak, otrzymał on od rybaków nazwę „wieloryb śpiewak". Nie jest byle, jaka kakofonia dźwięków. Długie powolne frazy, o szerokim zakresie, dźwięków. Powtarzające się cyklicznie. Coś więcej niż utwory „Warszawskiej Jesieni".(Obecnie ukazała się płyta z zapisem autentycznych dźwięków „Pieśni humbak" bijąca rekordy sprzedaży dźwięków przyrody , stosowana w relaksacji.) Mogą trwać do kilku dni. Czasem występuje kanon dwugłosowy, po dołączeniu rywala. Po okresie godowym milkną na dziewięć miesięcy.

Być może mitologiczne syreny, wabiące antycznych żeglarzy, to Humbaki, które żyły kiedyś w Morzy Śródziemnym Ich pieśni miłosne wprawiały w wibracje kadłuby starożytnych okrętów a u marynarzy wzmacniała się nostalgia.

Niecodzienny połów Koł 174

Początek lat dziewięćdziesiątych minionego wieku, początek agonii gospodarki socjalistyczne.(Dogorywanie trwa do dzisiaj, wizualnie, chyba skończy się wtedy, gdy znikną charakterystyczne betonowe płoty w dawnych socjalistycznych zakładach pracy a z dróg i ulic znikną dziury łatane byle, jakim asfaltem.)

Wyrok historii, na największe kołobrzeskie przedsiębiorstwo PPiUR „Barka", już zapadł. Nieświadoma tego „klasa robotnicza" manipulowana przez związki zawodowe wszelkiej maści i kolorów, zmienia dyrektorów by jak najdłużej zjadać „własny ogon" doprowadzając przedsiębiorstwo do ruiny.

Flotylla kutrów rufowych, B410, wyrusza na Morze Północne łowić czerniaka w ramach przyznanych limitów. Złowione ładunki sprzedawano w portach brytyjskich i duńskich by zasilić kasę konającego przedsiębiorstwa.

- Kiedy po raz pierwszy zobaczyliśmy tego wieloryba nie pamiętam - wspomina pan Edward, rybak, załogant jednego z kutrów.

- To jest humbak zwany „śpiewakiem" - stwierdził autorytatywnie jeden z rybaków.

Nie wnikając w szczegóły wielorybiego gatunku na kutrze przyjęła się nazwa „śpiewak".

Przez kilka dni pojawiał się na łowisku pozdrawiając łowiących swym potężnym ogonem.

- Wybieramy!

Winda trałowa zaczęła podnosić sieć ku górze z trałowania dennego. Deski trałowe powoli zbliżały się do siebie zmniejszając odległość między skrzydłami sieci. Nurkujący przy powierzchni „śpiewak" nagle znalazł się w tej pułapce bez wyjścia. Zrobił zwrot by uciec, było za późno, worek sieci ścisnął go zawijając prawie w połowie ogonem.

- Podciągnęliśmy go do slipu, około dwunastometrowe, około dziesięciotonowe cielsko, dalej się nie mieścił - wspomina pan Edward

- Pogłaskaliśmy go, widząc jego, czy to przerażenie, czy to zdziwienie w oczach, odwiązaliśmy worek sieci i wypuściliśmy na wolności. Na pożegnanie pomachał nam swym potężnym ogonem dziękując za uwolnienie.

Refleksja

Ostatnimi laty, głośno jest w mediach o obronie przed zabijaniem tych saków, na różnych akwenach morskich. Zastanawiam się czy nie są to tylko działania pozorne i ci pseudo obrońcy nie reprezentują interesów grup „mordujących" te zwierzta. Bo co to da, gdy będziemy chronić je tylko na Morzu Norweskim lub tylko na morzach japońskich. Dla tych zwierząt, wszystkie oceany i morza są jednym wielkim akwenem. Jeżeli zostaną wymordowane w jednym akwenie i łowiska będą ich pozbawione, przypłyną z innych chronionych. Tylko globalna, światowa ochrona może je uratować przed zagładą.

czwartek, 07 sierpnia 2008, edward.bernatowicz

Polecane wpisy