Towarzyszę Starszemu na nocnej wachcie. Rozmarzył się - Mam domek w Jelitkowie, na stare lata będę siedział przy kominku i opowiadał wnukom swoje morskie przygody. Cholera! Przecież wszystkiego im nie będę mógł powiedzieć... - Dla mego wnuka Mikołają. Życie rybaków dalekomorskich na m t Admirał Arciszewski, marynarzy kołobrzeskich, rybaków bałtyckich, żeglarzy.
Blog > Komentarze do wpisu

Spotkanie we mgle z „narzędziowcem"

            Przy takim wyposażeniu nawigacyjnym łodzi, mgła była najgorszym zagrożeniem

            Ta mgła zjawiła się nagle. Szósty zmysł rybacki, najlepszy przyrząd nawigacyjny na łodzi, tego zjawiska nie przywidział.

            - Bierzemy kurs na Kołobrzeg! - Zadecydował pan Jan, gdy mgła otoczyła morze i łódź.

            - Szefie, ale mgła! Nawet myśli nie widać! - Zawołał rybak z dziobu, wypatrując i nasłuchujący morze przed łodzią, jak nakazywały przepisy w takiej sytuacji.

            Łódź powoli zbliżała się do lądu. Tłumiony odgłos silnika ze starej koparki, rytmicznie prychał przytłumionym ciężkim mgielnym powietrzem.

            - STER NA LEWO!!! - Ryknął przeraźliwym głosem, rybak pełniący wachtę na oku.

Zdążyli! Łódź prawie otarła się o stalowy kadłub statku. Dopiero przy burcie usłyszeli pracę sinika mijanego statku. Z rufy dobiegły rosyjskojęzyczne odgłosy pijackiej libacji.

Załoga „narzędziowca" (sierp i młot na kominie) włączyła „michałka" (automatyczny pilot) i zrobiła „party" na rufie, nie włączając tyfonu przeciwmgielnego i nie obserwując morza na radarze jak nakazuje prawo morskie.

            No cóż, był to czasy, gdy oni byli prawem w „demoludach".

Tym razem jego świeczka nie zgasła, tylko płomyk mocno zadygotał.

Czujne oko służb specjalnych

Rybacy łodziowi mieli prawo pływania i łowienia w 12 milowej strefie przybrzeżnej. Służby totalitarnego państwa WOP i GPK czujnie kontrolowały i monitorowały na radarach ruch wszystkich jednostek wychodzący i przebywających na łowisku. W razie jakichkolwiek podejrzeń, że rybacy mogą wybrać wolność poza państwem „dobrobytu społecznego", zawracano jednostki do portu, pozbawiano prawa pływania.

Ten rejs nie zapowiadał niemiłych niespodzianek. Mechanizm napędowy składający się ze zdobytych starych części działał sprawnie dopóki nie zamierzali wracać do portu.

            - Jest problem, wysiadło sprzęgło - poinformował pan Janek dwóch swoich załogantów.

            Rozpoczęły się żmudne próby naprawy urządzenia. Kolebiącą się na fali łódkę wiatr zaczął oddalać od lądu aż zniknęła z WOPowskich radarów.

Już dawno powinni być w porcie a ich niema. Panowie „funkcjonariusze" bardzie niż bezpieczeństwem rybaków, przejmowali się tym, że załoga mogła uciec na Bornholm lub do Szwecji.

            Natychmiast „smutni panowie" zjawili się w domu u żony pana Jana. Zaczęło się wypytywanie. A czy nie zamierzał...? A co mówił...? A czy nie to...? A czy nie tamto...?

Żona przerażona. Wiedziała, że nie wybrał wolność. Mogło tylko zdarzyć jakieś nieszczęście.

Tymczasem na morzu próby naprawy nie powiodły się.

- Wzywamy pomoc!

Czerwona raca poszybowała w niebo. Ujrzał ją wracający do portu B 410 kołobrzeskiej „Barki". Wziął pechowców na hol i dotarli do portu.

Świeczka pana Jana znów tylko lekko zadygotała.

Dorsze można było łowić na tekturę.

            - Jak było z dorszami w Bałtyku w tamtych latach? - Zapytałem na zakończenie.

            - Dorszy było wbród. Był okres, że można było je łowić, jak mawiali rybacy, na „tekturę". Prawie wchodziły do portu. Obecny limit roczny na jedną łódź można było złowić, prymitywnym ówczesnym sprzętem, w ciągu miesiąca. „Bolków"( małe niewymiarowe dorsze nie mylić z obecnym medialnym polowaniem na „grubą rybę") nie łowiono, tyko dorodne sztuki.

Obecnie słyszymy i czytamy w „środkach masowego przekazu" o wyczerpanych łowiskach o limitach i zakazach. Zastanawiamy się, co się stało z rybami w Bałtyku, ale to już temat na inną opowieść.

W tekście wykorzystałem wspomnienia Pana Jana Sołka

Edward Bernatowicz

 

sobota, 05 lipca 2008, edward.bernatowicz

Polecane wpisy

  • Morświny uśmiechają się po śmierci

    Rybaka łodziowego Leona Holkę, z sąsiedniej ulicy, znałem od lat. Obecnie jest na emeryturze po likwidacji jednostki w ramach unijnych programów rybołówstwa. -

  • ŁAPANIE WIELORYBÓW

    ŁAPANIE WIELORYBÓW „ 1. Wieloryby oraz delfiny i morświny należą do rzędu Cetacea. Istnieje 13 gatunków „dużych wielorybów" takich jak płetw

  • „BARNAPAPA”, czyli kuter rybacki, rufowy B 410 część II

    To miał być kilkugodzinny rejs. Muszę powrócić na pokład „Admirała". Na łowisko wypływa Koł 174 szypra Andrzeja Baszkiewicza, będzie łowił śledzie