|
Towarzyszę Starszemu na nocnej wachcie. Rozmarzył się -
Mam domek w Jelitkowie, na stare lata będę siedział przy kominku i opowiadał wnukom swoje morskie przygody. Cholera! Przecież wszystkiego im nie będę mógł powiedzieć... -
Dla mego wnuka Mikołają.
Życie rybaków dalekomorskich na m t Admirał Arciszewski, marynarzy kołobrzeskich, rybaków bałtyckich, żeglarzy.
Blog > Komentarze do wpisu
KAMIKADZE BAŁTYKU,
KAMIKADZE BAŁTYKU, czyli rybacy łodziowi lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych minionego wieku.
- Panie Janku, co by mógł Pan powiedzieć ciekawego o swoim rybaczeniu łodziowym, by mógłbym o tym napisać w Gazecie Kołobrzeskiej? - Zapytałem emerytowanego rybaka Jana. - Co ja tu mogę powiedzieć. Trzydzieści trzy lata przeleciało jak jeden dzień. Szczęśliwa świeczka się paliła. Trochę to było niebezpieczne wypływanie na tych drewnianych jednostkach, marnej, lichej konstrukcji. Rybacy z „Barki" i „Bałtyku" nazywali nas „kamikadze". - Odpowiedział mi spokojnym, zrównoważonym głosem, gdy udało mi się namówić Pana Jana na wspominki. Rybacy łodziowi. Nadmorski, sielski obraz letniego wypoczynku, kojarzy się przybyszom, z drewnianymi łodziami leżącymi „brzuchami do góry" z suszącymi sieciami i kolorowymi chorągiewkami na długich tyczkach. Cywilizacja robi swoje, ten atrakcyjny obraz polskich plaż zanika, pozostają tylko wspomnienia na starych widokówkach, w rodzinnych albumach lub malarskich refleksjach. Zanika i zmienia swą treść pojęcie „rybak łodziowy", zawodu chyba najtrudniejszego i najbardziej męskiego, spośród całej gamy rybackich i marynarskich „specjalności". Łowienie na haki Doktryna gospodarki socjalistycznej nie uznawała przedsiębiorstw prywatnych, a tu grupa jakiś rybaków chce pracować na własne prywatne konto. Władza ludowa robiła wszystko by udowodnić, że tylko przedsiębiorstwa socjalistyczne mają rację bytu. Rybacy łodziowi, ludzie z charakterem, sami sobie, ze starych części różnych budowali i montowali swoje jednostki. - Rozpocząłem rybaczenie u rybaka haczykowego Magierka. - Rybaka haczykowego? - zapytałem. - Dziś już nikt tego nie pamięta. Bawełniane sznury z hakami, na które nakładało się przynętę. - Jaką? - Jesienią były to kraby. - Kraby w Bałtyku? - Byłem zdziwiony - No tak! Mało, kto wie, że żyją takie 2-3 centymetrowe. Nocą stalowymi ramami z siatką ciągnęło się po dnie by je nałapać. Nabijało się ja na haki na sznurze. Sznur z przynętą układało się rzędami w odpowiednich skrzynkach, przysypując warstwami piachu by się nie poplątał.. Z tak przygotowanym sprzętem - na morze. Trzyosobowa załoga, drewnianą jednostką długością około dwanaście metrów z silnikiem jednocylindrowym Puck, wyruszyła na Bałtyk. - Panie szyper, ale ten silnik ma duże obroty. Trzy obroty i będziemy na Bornholmie! - Zażartował jeden z rybaków. - Nie filozofuj tylko bierz się do wydawania sznura. Boja z dwoma czarnymi szmatami, wyznaczająca początek zastawionego sznura - zakotwiczona. Takie samo oznaczenie będzie na końcu sznura, wewnątrz co pewną odległość - jedna czarna szmata. Płynące jednostki wiedzą, ze czarny kolor to sprzęt na dnie. Czerwony sieć to sieć nastawna pelagiczna. Nawigacja Teraz należy wyznaczyć pozycję jednostki i zastawionych sieci. Do tego służą: kompas magnetyczny, zegarek, sonda ręczna i ...pudełko zapałek. -Pudełko zapałek? - Zapytasz czytelniku Tak Pudełko zapałek służyło do mierzenia prędkości jednostki. Na dany znak rybak wrzuca na dziobie pudełko po zapałkach. Mierzy się czas, w jakim pudełko dociera do rufy. Mamy długość jednostki i czas, więc mamy prędkość. Pudełko zapałek spełniało „ważną" role przy wyznaczaniu odległości przy trałowaniu w tukę (parami) dużych jednostek takich jak „rufowce" i „siedemnastki". Trzymało się pudełko w palcach na wyciągniętej ręce. Gdy wysokość jednostki współtrałującej była równa pudełku od zapałek to odległość była właściwa. Ale jak mi powiedział jeden z szyprów z tamtych czasów najlepsza metoda wyznaczania pozycji to „po krzakach, drzewach i budowlach na lądzie". No, ale na morzu bywa czasami mgła. sobota, 05 lipca 2008, edward.bernatowicz
|
|