Towarzyszę Starszemu na nocnej wachcie. Rozmarzył się - Mam domek w Jelitkowie, na stare lata będę siedział przy kominku i opowiadał wnukom swoje morskie przygody. Cholera! Przecież wszystkiego im nie będę mógł powiedzieć... - Dla mego wnuka Mikołają. Życie rybaków dalekomorskich na m t Admirał Arciszewski, marynarzy kołobrzeskich, rybaków bałtyckich, żeglarzy.
Blog > Komentarze do wpisu
„BARNAPAPA”, czyli kuter rybacki, rufowy B 410 część II

To miał być kilkugodzinny rejs.

Muszę powrócić na pokład „Admirała". Na łowisko wypływa Koł 174 szypra Andrzeja Baszkiewicza, będzie łowił śledzie i przekazywał na statek bazę, którym jest Arciszewski. Otrzymuję pozwolenie na podróż tym kutrem na swój statek Kilka godzin i będę w swoje przytulnej kabinie.

Zostałem życzliwe przyjęty przez załogę. O zmierzchu opuszczamy port w towarzystwie innych kutrów. Już po wyjściu z główek rozumem, dlaczego w żargonie rybackim ten typ kutra nazywany jest „Barnapapa" Tak samo jak ta dobronockowa gruszkowata postać, nasz kuter buja się na fali unosząc się jak piłka. Stan morza 3-4. Mój organizm przyzwyczajony do stumetrowego „Admirała" nie przepada za takim kiwaniem. Te kilka godzin wytrzymam i mam nadzieję, że nie dam plamy. Dla tych twardych ludzi, rybaków bałtyckiej, rybacy dalekomorscy to gorsza grupa ludzi morza. Z jednej strony im zazdroszczą, bo większości z nich chętnie popłynęłaby w dalekie rejsy, ale „odpowiednie służby" totalitarnego państwa pozwalają im tylko „mieszać wodę" na Bałtyku bez zawijania do portów zagranicznych.

Z drugiej strony ze względu na trudne warunki pracy uważają siebie za godniejszych ludzi morza.

- Panie Edwardzie, po malutkim, lepiej Pan zniesie tą podróż. - Powiedział kucharz nalewając do kieliszka, gdy szyper opuścił ciasną mesę.

Nie miałem najmniejszej ochoty na ten trunek, ale odmowa postawiłaby mnie w dwuznacznej sytuacji. W PRL-u odmowa takie propozycji przypisywałaby ciebie do grupy „kablarzy", „donosicieli" lub ludzi chorych a ponieważ chory nie byłem, więc odmówić nie mogłem.

Kołobrzeskie wybrzeże powoli się oddalało. Poszedłem do sterówki. Wachtę trzymał II szyper.

- Macie już zainstalowany system nawigacyjny DECCA. Dlaczego niewłączony? - zapytałem widząc nowoczesne jak na owe czasy urządzenie.

- Powiem szczerze są kłopoty z umiejętnością stosowani, instrukcja jest po angielsku. Na razie mapy tego systemu służą jako obrus na stole. - zażartował II szyper

W tym momencie postanowiłem zabłysnąć. Oficerowie nawigacyjni na Admirale nauczyli wyznaczanie pozycji przy pomocy tego urządzenia. Zasada była prosta. Urządzenie posiadało trzy czytniki cyfrowe o różnych kolorach. Na mapach o takich kolorach były wydrukowany układ hiperboli należało wyznaczyć punkty przecięcia tych linii, tak, w skrócie, wyglądało określenie pozycji.

- Włączę echosondę, nie powinno tu być śledzi, ale sprawdzę działanie urządzenia - powiedział drugi, gdy objaśniałem wyznaczanie pozycji przy pomocy DECCA.

- Co to? Czyżby ławica? - zawołał słysząc charakterystyczne skrzeczenie wypalanego papieru sondy.

Wezwany Szyper. Krótka narada. Przecież tak blisko Kołobrzegu nie powinno być śledzi. Wymiana poglądów przez UKF z drugim kutrem. Zdania podzielone. Zakład. Wydajemy. Jedna z dwóch sieć w wodzie. Drugi kuter Koł 173 szypra Gonczaronka podchodzi blisko. Rzutka. Stalowa lina drugiego skrzydła na drugim kutrze, Łowimy w tukę to znaczy dwa kutry połączone liną, ciągną sieć w odległości około stu metrów.

Mój szybka podróż przedłuży się o kilka godzin.

Po kilku godzinach trałowania wybieranie. Ładunek idzie na Koł 173. Wygrywają ci, co stawiali na ławicę, w zaciągu około 25 ton. Następne trałowanie by zapełnić ładownie Koł 173 on wróci z ładunkiem do portu my popłyniemy na łowisko do Arciszewskiego. Rejs miał trwać kilka godzin a już trwa ponad piętnaście. Czuje się fatalnie. Szyper udostępnia mi na kilka godzin swoją koję by się przespał. Żołądek podchodzi mi do gardła. Ale nie daję tego poznać.

- Arciszewski! Arciszewski! Będę musiał wracać do portu mam uszkodzoną echosondę. - Woła przez UKF któryś z kutrów.

- Tu Arciszewski, kapitan zadecydował, że wyśle do Was oficerów elektronika i elektryka, usuną usterkę.

Przez UKF cała flota na łowisku słucha wymiany zdań miedzy Arciszewskim i niefortunnym kutrem.

- Spuszczamy szalupę!

- Szalupa podchodzi do burty!

- Są na pokładzie!

Zapanowała na chwilę cisza w eterze.

- Tu Arciszewski! Co naprawiają już?

- Nie!

- A co robią?

- Rzygają!!!

W tym momencie nad łowiskiem w eterze rozległ się jeden wielki rechot. Posypały się docinki z bohaterskich rybaków dalekomorskich z m/t Admirał Arciszewski.

Zacisnąłem zęby. Nie dam się! Nie będę tematem docinków. Wytrwałem. Po dwudziestu godzinach dotarłem na swój statek. Kąpiel pod prysznicem. Wygodna koja w klimatyzowanej kabinie.

Refleksja dnia dzisiejszego

Z biegiem czasu kutry B 410 znękają z polskich portów niektóre są likwidowane inne sprzedawane za granicę. Każdy statek musi kiedyś skończyć na złomowisku.

Tylko mam pytanie. Czy nie należałoby z jednej takie jednostki zrobić muzeum? Niemcy potrafili to uczynić z jednostki wybudowanej w NRD. Uzyskali nawet na to fundusze UE.

 

wtorek, 24 czerwca 2008, edward.bernatowicz