Towarzyszę Starszemu na nocnej wachcie. Rozmarzył się - Mam domek w Jelitkowie, na stare lata będę siedział przy kominku i opowiadał wnukom swoje morskie przygody. Cholera! Przecież wszystkiego im nie będę mógł powiedzieć... - Dla mego wnuka Mikołają. Życie rybaków dalekomorskich na m t Admirał Arciszewski, marynarzy kołobrzeskich, rybaków bałtyckich, żeglarzy.
Blog > Komentarze do wpisu
Żółta łódź podwodna

            W Andrzejki opuściliśmy Agadir. Mechanicy mieli problem. Powyżej maszynowni chłodniczej a poniżej linii wodnej, pod pokładem głównym, znajduje się pomieszczenie przeznaczone na świetlicę i bibliotekę. Stwierdzono przeciek. Pomimo pracujących pomp utrzymywał się poziom od pięciu do dziesięciu centymetrów wody za burtowej. Wody nie przybywało ani ubywało. Mechanicy dwoili się i troili, by znaleźć powód usterki. Wśród rybaków jest dwóch Andrzejów. Jedynie zalane pomieszczenie spełnia warunki odizolowania od kontaktu z pomieszczeniami praktykantów.

            Solenizanci zwrócili się do kapitana o wyrażenia zgody na zrobienie w świetlicy „spotkania towarzyskiego”.

- Ale tam jest woda? – zwrócił uwagę „Stary”.

- Nie szkodzi. Nam to nie przeszkadza przy tym afrykański upale przyjemniej będzie moczyć nogi w wodzie.

            Ja również otrzymałem zaproszenie na owe andrzejkowe spotkanie. Obiecałem zajrzeć. Po kilku godzinach, gdy uporałem się z swoimi obowiązkami. Zeszedłem na dół. Uchyliłem drzwi.

            Widok robił wrażenie. Na podłodze w rogu pomieszczenia siedział w wodzie, oparty o szoty, jeden z solenizantów. Drzemał pochrapując. Przy stoliku, z podwiniętymi nogawkami z czołem spoczywającym na rękach, leżącymi na blacie, spał drugi. Przy sąsiednim stoliku również z podwiniętymi nogawkami rybak Zenek i Sylwek analizowali jakieś dawne wspomnienie pokrzepiając się marokańskim winem z gatunku mózgotrzep, z półnagą kobietą na etykietce. Na stołach walały się resztki pokonsumpcyjne.

            - Kurwa, mówię Ci to było na Walvis Bay – przekonywał Zenek.

            - Pierdolisz! Nieprawda, to był Georges Bank – upierał się Paweł.

            Na łagodnych przechyłach fali, woda chlupała, obmywając stopy biesiadników. Płynąca z adapteru, typu „Babino”, piosenka „Żółta łódź podwodna”, dopełniała niesamowitą atmosferę. Dyskretnie, niezauważalnie zamknąłem drzwi i wróciłem do swojej kabiny.

 

niedziela, 19 listopada 2006, edward.bernatowicz

Polecane wpisy

  • Alarm! Kapitan za burtą!

    ALARM! KAPITAN ZA BURTĄ! „ Szanowny Panie Marszałku! Odpowiadając na zapytanie Pana Posła na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej Jana Łącznego... w przedmioci

  • Jak Stasio Radio był p.o. lekarz okrętowy.

    Skuteczna metoda usuwania wrzodów Do Stasia przyszedł rybak Sylwek chłopisko metr osiemdziesiąt ponad sto kilo wagi, znany z niejednej rozróby w portowych knaj

  • Rybol potrafi

    Na początku lat siedemdziesiątych, gdy „Polska miała rosnąć w siłę a ludzie żyć dostatnio” przypadł wzmożony okres prowadzenia badań pseudonaukowych