Towarzyszę Starszemu na nocnej wachcie. Rozmarzył się - Mam domek w Jelitkowie, na stare lata będę siedział przy kominku i opowiadał wnukom swoje morskie przygody. Cholera! Przecież wszystkiego im nie będę mógł powiedzieć... - Dla mego wnuka Mikołają. Życie rybaków dalekomorskich na m t Admirał Arciszewski, marynarzy kołobrzeskich, rybaków bałtyckich, żeglarzy.
Blog > Komentarze do wpisu
Śmierć marynarza

            W świecie szczurów lądowych w latach, gdy „partia i naród” budowały państwo „szczęśliwości socjalistycznej”, dominowała opinia, że rybacy i marynarze to tęgie pijusy. Jak była prawda? Z moich obserwacji wynikało, że statystycznie średnio wypijali oni dużo mniej niż przypadało to z przydziału kartkowego na lądzie. Dlaczego więc taka opinia? Chyba, dlatego, że szarą codzienną rzeczywistość marynarza i rybaka wdziało tylko morze, a szczury lądowe kształtowały opinię o nich w knajpach wczasowych Kołobrzegu, Świnoujścia i innych miejscowości nadmorskich, co nie oznacza, że wśród załóg pływających nie było nałogowych alkoholików zdarzało się to również wśród kapitanów. Jak jest obecnie? Co pewien czas media o tym informują.

            Mój pierwszy rejs zagraniczny na „Admirale”. Reprezentuję dyrekcję Zespołu Szkół Rybołówstwa Morskiego w Kołobrzegu.

Kanał Piastowski.- Bałtyk. - Śluza Kanału Kilońskiego w Kiel-Holtenau.

W czasie, gdy w śluzie wyrównują się poziomy wody, agent handlowy przyjmuje zamówienie na towary wolnocłowe, po przepłynięciu kanału w Brunsbüttel na kei czekają ładnie zapakowane w kartonach. - Elba. - Morze Północne wyjątkowo spokojne. - Wieczór.- Na pokładzie zatrzymuje mnie bosman pokładowy.

- Panie dyrektorze może odwiedzi pan naszą kabinę.

- Dobrze – odpowiadam, dwaj bosmani na Arciszewskim to najbardziej doświadczeni rybacy od nich można się najwięcej usłyszeć morskich opowieści.

- Kiedy? – Pytam.

- Może za godzinkę?

- Będę.

Pukam. W ciasnej kabinie stolik zastawiony wędlinami Baltony i potrawami z ryb, przygotowanymi przez rybaków. Na statkach polskich rybackich takie wyżywienie było rzeczą normalną. Oczywiście potrawy z ryb, rybacy przygotowywali sami. Kucharz okrętowy nie miał na to czasu. Oprócz bosmanów, obecni są dwaj mistrzowie z przetwórni. Od tej czwórki ludzi zależ bardzo dużo. To oni bezpośrednio nadzorują pracę praktykantów.

- Chyba pan wypije z nami kilka kieliszków. Koledze właśnie przed wpłynięciem urodził się syn.

Mam wewnętrzne wątpliwości. Lecz nie wypada odmówić.

- Mamy tu specjalnie dla pana świetny koniak, którego na pewno pan nie pił. My będziemy pić naszą Wyborową. – powiedział jeden z bosmanów stawiając na stoliku butelkę koniaku z pięknymi napisami. Wydawało się wówczas, że wymienił z mistrzem porozumiewawcze spojrzenie, ale nie przewiązywałem wówczas do tego uwagi. Poczułem się wewnętrznie dowartościowany. Tacy wytrawni zejmani częstują mnie takim trunkiem, który pity na lądzie jest przez cinkciarzy, badylarzy i innych kombinatorów, sami raczą się naszą zwykłą Wyborową. Wieczór upłynął w miłej atmosferze, kabinowych, morskich, opwieści. Tylko, co chwilkę miałem nalewane do kieliszka. Przy tak świetnych zakąskach początkowo nie odczuwałem działania trunku. Po trzech godzinach podziękowałem i poszedłem do swoje kabiny ułożyłem się wygodnie i zasnąłem.

Obudził mnie w nocy straszny ból głowy i palpitacje serca. Miałem uczucie, że zaraz umrę. Takie czegoś nigdy w życiu nie doświadczyłem.

- Cholera! – Pomyślałem - to chyba zawał? Niemożliwe przecież przed wpłynięciem robiłem świadectwo lekarskie na pływanie. Wynikało z niego, że serce mam jak dzwon.

Wstałem napiłem się wody mineralnej. Psychiczne i fizyczne uczucie umierania nie ustępowało.

- Może to kac? – Pomyślałem.

- Po takiej ilości koniaku z taką zagrychą. Niemożliwe.

            Straszne uczucie, bliskiego mego końca, nie ustępowało. Wprost przeciwnie. Za ścianą jest kabina lekarza. Po mimo nocy stukam do drzwi.

-Jurek otwórz, bardzo źle się czuję.

- Co się stało, że budzisz mnie po nocy?

- Coś się ze mną nie dobrego dzieje, chyba zaraz umrę..

- Ściągaj koszulę. – Osłuchał. Zmierzył ciśnienie i puls.

- Tak na marginesie, gdzie byłeś wieczorem. Zaglądałem do twojej kabiny. Nie było ciebie. – Zapytał w trakcie badania.

- Byłem u bosmanów.

- Może częstowali ciebie koniakiem?

- Tak.

- Śmierć marynarza – powiedział skończywszy badania i składając słuchawki.

- Jurek ratuj! Co to za choroba? – Zawołałem przerażony.

- To nie choroba to tak nazywają marynarze koniak, który piłeś – powiedział śmiejąc się. – Jest to najpośledniejszy koniak jak można kupić w kanale. Po jego wypiciu, gdy jeszcze dojdzie bujanie, a dzisiaj jest jakaś szóstka, marynarze mają uczucie umierania. Oczywiście to się zdarza czasami, gdy statek wraca do kraju, po kilku miesiącach, w kanale kupują ten szajs, piją, wyczerpane organizmy szybko reagują. Marynarze twierdzą złośliwie, że trunek ten produkuje firma niemiecka, która w czasie wojny produkowała gaz Cyklon.

- No, ale bosmani cię załadowali. Już widzę jak załoga ma ubaw z ciebie. Do wieczora wrócisz do normy – zakończył dając jakąś tabletkę do wypicia.

Od rana, pomimo psychicznego dołka, z uśmiechem pokonywałem przepastne pomieszczenia statku. Nie dziwiły mnie liczne pytania, od rybaków począwszy na oficerach kończąc.

- Panie dyrektorze jak pan się dzisiaj czuje?

- Bardzo dobrze – odpowiadałem z maskującym uśmiechem. Czułem wewnętrzną satysfakcję widząc ich zdziwione miny.

czwartek, 23 listopada 2006, edward.bernatowicz

Polecane wpisy

  • Alarm! Kapitan za burtą!

    ALARM! KAPITAN ZA BURTĄ! „ Szanowny Panie Marszałku! Odpowiadając na zapytanie Pana Posła na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej Jana Łącznego... w przedmioci

  • Jak Stasio Radio był p.o. lekarz okrętowy.

    Skuteczna metoda usuwania wrzodów Do Stasia przyszedł rybak Sylwek chłopisko metr osiemdziesiąt ponad sto kilo wagi, znany z niejednej rozróby w portowych knaj

  • Rybol potrafi

    Na początku lat siedemdziesiątych, gdy „Polska miała rosnąć w siłę a ludzie żyć dostatnio” przypadł wzmożony okres prowadzenia badań pseudonaukowych

Komentarze
Gość: zuczek, *.univ.szczecin.pl
2007/02/19 21:37:41
piękna sprawa