Towarzyszę Starszemu na nocnej wachcie. Rozmarzył się - Mam domek w Jelitkowie, na stare lata będę siedział przy kominku i opowiadał wnukom swoje morskie przygody. Cholera! Przecież wszystkiego im nie będę mógł powiedzieć... - Dla mego wnuka Mikołają. Życie rybaków dalekomorskich na m t Admirał Arciszewski, marynarzy kołobrzeskich, rybaków bałtyckich, żeglarzy.
Blog > Komentarze do wpisu
Jak Stasio Radio był p.o. lekarz okrętowy.

Skuteczna metoda usuwania wrzodów

Do Stasia przyszedł rybak Sylwek chłopisko metr osiemdziesiąt ponad sto kilo wagi, znany z niejednej rozróby w portowych knajpach. Na prawym jego przedramieniu dojrzał do przecięcia duży wrzód. Znając porywczość i nieobliczalność pacjenta nasz p.o. lekarz wiedział, że w trakcie przecinania może oberwać.

- Pokaż to świństwo – zaczął oglądać czyrak.

- Słabo widać – powiedział, otworzył drzwi na korytarz dyskretnie wziął klucz od kabiny. Manewrując potężnym ciałem, pod pozorem lepszego oświetlenia, doprowadził do sytuacji, że ręka z czyrakiem i Stasiu znaleźli się na korytarzu a właściciel ręki w kabinie. Jedne błyskawiczne uderzenie otwartą dłonią i wrzód pękł. Błyskawiczne zamknięcie drzwi i przekręcenie klucza. Z kabin dobiegł wściekły ryk i łomot do drzwi.

- Ja cię kurwa zabiję – usłyszał.

Stasiu spokojnie i bezpiecznie spoza drzwi zaczął przekonywać rybaka, że był to najszybszy i najmniej bolesny zabieg przecięcia wrzodu. „Operowany” po chwili dał się przekonać i można było otworzyć kabinę i opatrzyć przedramię.

Szkodliwy wpływ palenia papierosów na męskie „klejnoty”

Gdy zobaczył tego pacjenta o mało nie wybuchnął śmiechem. Przyprowadzony przez kolegę rybak miał spuszczone spodnie opalone: tyłek i męskie klejnoty. Rybak Leon miał tą słabość, że lubił zapalić papierosa przy załatwianiu potrzeby fizjologicznej. Po pozbawieniu organizmu z niepotrzebnego balastu jak zawsze przed podciągnięciem spodni, wrzucił za siebie do muszli niedopałek. Nagły gejzer ognia zakatował od dołu nieszczęśnika.

Wcześniej malowano sanitariaty resztki farby i rozpuszczalnik zostały wylane do muszli klozetowej, z przesadnej oszczędności wody, nie zostały one spłukane.

Gdzie jest Mekka?

     Najwięcej satysfakcji miał Stasiu, gdy pełnił funkcję p.o. lekarza w rejsach z załogą mieszaną polsko - senegalską. W ramach umowy międzypaństwowej Polski i Senegalu, za prawo połowów w strefie ekonomicznej Senegalu na polskich statkach zamustrowano pewien procent Senegalczyków. Nie zawsze polskie załogi były przygotowane do wspólnego bezpośredniego zajmowania przestrzeni z tak inną mentalnością, kulturą i sposobem życia. Stwarzało to sytuacje ciekawe, humorystyczne a nawet ostro konfliktowe. Większość czarnoskórych załogantów było wyznawcami islamu. Przy każdej codziennej modlitwie nawigacyjny oficer wachtowy podawał dokładnie strony świata i kierunek gdzie znajduje się Mekka.

Zupa mleczna z octem

     Mesa załogowa przygotowana do śniadania na stołach tradycyjne ustawione: pieprz, magii, ocet, sól, cukier i inne przyprawy. Na śniadanie jest między innymi zupa mleczna. Polscy marynarze są zaskoczeni sposobem przyprawiania zupy przez Afrykańczyków. Do zupy mlecznej po kolei zostają dodawane wszystkie przyprawy, jakie znajdują się na stole. Na zakończenie łyżka stołowa cukru. Próby odwiedzenia od profanacji zupy mlecznej nie odnoszą skutku. Zupa zostaje ze smakiem skonsumowana. Stasiu oczekuje pacjentów. Nic podobnego nikomu mleczno-przyprawowa potrawa nie zaszkodziła.

Muuu... i kwiii...

     Przestrzegania zasady nie jedzenia mięsa wieprzowego spoczywało na stewardach polskim i senegalskim. Wyznawcy islamu chętnie jedli wieprzowinę pod warunkiem że podający potwierdził potrawę dźwiękiem - muuu , - muuu... On brał na siebie grzech wynikający z Koranu. Czasami w trakcie posiłku jakiś złośliwy polski rybak wydał dźwięk – kwwwiii, kwwwiii... Czarni załoganci gremialnie rezygnowali z dania mięsnego nawet, gdy nie była to wieprzowina.

Ja być chora, doktor dać mi tabletka

     Stasiu cieszył się u czarnoskórych rybaków autorytetem prawie większym niż kapitan. Powodem tak dużego szacunku i poważania była jego dodatkowa funkcja p.o. lekarza. Codziennie w wyznaczonych godzinach w statkowym ambulatorium zakładał biały fartuch i przyjmował pacjentów.

Wspominał po latach:

- Większość z nich nigdy w życiu nie miało kontaktu z lekarzem i nie korzystali z farmaceutyków. Zwykła polopiryna w ich organizmach działała jak najlepszy antybiotyk.

Lecz najczęściej pacjenci przychodzili do ambulatorium zdrowi mówiąc:

- Ja być chora, doktor dać mi tabletka.

Stasiu z powagą godną profesora Akademii Medycznej, badał i podawał witaminę. Pacjent łykał i w natychmiast zdrowiał.

sobota, 05 sierpnia 2006, edward.bernatowicz

Polecane wpisy

  • Alarm! Kapitan za burtą!

    ALARM! KAPITAN ZA BURTĄ! „ Szanowny Panie Marszałku! Odpowiadając na zapytanie Pana Posła na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej Jana Łącznego... w przedmioci

  • Śmierć marynarza

    W świecie szczurów lądowych w latach, gdy „partia i naród” budowały państwo „szczęśliwości socjalistycznej”, dominowała opinia, że rybac

  • Żółta łódź podwodna

    W Andrzejki opuściliśmy Agadir. Mechanicy mieli problem. Powyżej maszynowni chłodniczej a poniżej linii wodnej, pod pokładem głównym, znajduje się pomieszczenie