Towarzyszę Starszemu na nocnej wachcie. Rozmarzył się - Mam domek w Jelitkowie, na stare lata będę siedział przy kominku i opowiadał wnukom swoje morskie przygody. Cholera! Przecież wszystkiego im nie będę mógł powiedzieć... - Dla mego wnuka Mikołają. Życie rybaków dalekomorskich na m t Admirał Arciszewski, marynarzy kołobrzeskich, rybaków bałtyckich, żeglarzy.
Blog > Komentarze do wpisu
Rybol potrafi

     Na początku lat siedemdziesiątych, gdy „Polska miała rosnąć w siłę a ludzie żyć dostatnio” przypadł wzmożony okres prowadzenia badań pseudonaukowych, które miały uzasadnić słuszność i nieomylność, polityki władzy ludowej.

     Próbowano również prowadzić badania naukowe uzasadniające nieszkodliwość dla zdrowia, ponad półrocznych rejsów na łowiskach dalekomorskich.

     Doktorowi psychologii udało się załatwić udział w takim rejsie. Pan doktor miał badać wpływ czasu pobytu w morzu, na psychikę i zachowanie załogi. Uzbrojony w notatniki tabele i ankiety, zamustrował się na trauler pełen naukowego zapału. Lecz „Psychol" – taki pseudonim nadała mu załoga, popełnił błąd, spowodował, że do załogi dotarła informacja, w jakim celu im towarzyszy.

     - Co? Jakiś mól uniwersytecki, będzie określał stopień naszego zidiocenia? Honor, rybola na to nie pozwoli.

     Bez zmowy i uzgodnień cała załoga przyjęła standard „ładowania” Psychola.

     Rybak dalekomorski, pomimo pozorów, idiotą nie jest. Oczytany, znający wielki świat, mający czas na przemyślenia. Jest mistrzem w praktycznym stosowaniu psychicznego „ładowania”. Dodatkowo biorąc po uwagę zmniejszoną sprawność i czujność umysłową, spowodowaną pobytem na morzu, ten rodzaj „rozrywki” jest często uprawiany miedzy członkami załogi. Każdy musi być na to przygotowany. Przybiera to nieraz formy okrutne, jeżeli załogant zdradzi swą słabość tak jak – zazdrość małżeńska. W przypadku załogantów, gdy podmiot „ładowania” jest zmienny i jest świadomość, że i ty możesz nim być, jest dostrawienia

Straszne bujanie

     W przypadku Psychola wszystkie „siły środki” zostały skierowane na niego.

     Końcowy odcinek Kanału Kiloński. Rozpoczyna się testowanie Psychola. Posiłek w mesie oficerskiej. Widząc, że naukowiec nie za bardzo znosi drobne kiwanie w kanale, Starszy puszcza dyskretne oko do Radzika:

     - Panie Radio jak tam komunikaty pogodowe na Północnym.

Radio szybko zaskoczył.

     - Ostrzeżenie przed silnym sztormem. Dziesiątka w porywach do dwunastu. Za dwie godziny jak wyjdziemy z kanału będzie niewesoło.

     Rozgorzała poważna dyskusja współuczestników posiłku, jakie to straszne bujanie może być na Północnym.

     - Panie doktorze nie smakuje panu goloneczka?

     - Nie, nie jestem głodny.

Morze Północne, stan morza i wiatru dwa do trzech. Ot takie spokojne pływanie. Przez cały dzień doktor nie przychodzi na posiłki. Bo choroba morska to bardziej stan umysłu niż stan organizmu.

Wyjący do księżyca

     Dzień po dniu, godzina po godzinie, mila po mili statek pokonuje drogę na łowisko. Morze Północne, Kanał la Manche, Biskaje na lewym trawersie pozostaje przylądek „Ciepłych Gaci”. Wpływając z kraju w jesienno - zimowe chłody po minięciu tego miejsca można ciepłe ubranie odłożyć do szafy.

     Organizm dr Psychola zaadaptował się, do morskich warunków. Pozornie wydaje się ze wszystko przebiega zgodnie i normalnie. Podpatruje, podpytuje obserwuje i zapisuje. Zdawałoby się, że załoga go zaakceptował. - Nic błędniejszego. - Przyczaiła się do następnej okazji.

     Gorąca księżycowa noc atlantycka. Szybka zmiana z zimowych temperatur na upały nie dają spać. Doktor na mostku towarzyszy Drugiemu na wachcie. Półmrok rozświetlają światełka wskaźników i lampek kontrolnych. Przy sterze rybak trzyma kurs. Inny „na oku”, na skrzydle, wypatruje morze. Radar i urządzenia elektroniczne cicho szemrzą. Drugi siedzący na wysokim fotelu, przymocowanym do podłogi na sztywno obok radaru, śledzi ekran. Ot taka normalna spokojna wachta.

     Monotonię przerywa wycie dochodzące z dziobu statku. Załoganci pełniący wachtę nie reagują, zajęci swoimi czynnościami, jakby nic się nie działo. Zaskoczony doktor spogląda przez okno. Na pokładzie w świetle księżyca widać postać w piżamie z podniesionymi rękami wyjąca do księżyca. Zaskoczony i zdziwiony:

     - Co on robi?

     - Kto?

Psycholog wskazuje na dziób

- Aaa...To motorek, u niego to normalne ma od czasu do czasu do czasu takie napady, wstaje w nocy idzie na pokład powyje przez pięć dziesięć minut i idzie spać. Jesteśmy do tego przyzwyczajeni – udzielił wyjaśnienia Drugi. Powaga, z jaką mówił i potakujące zachowanie pozostałych obecnych na mostku, przekonały naukowca o prawdziwości zdarzenia. By umocnić odczucia badacza, psychik rybaków, jeszcze kilkokrotnie urządzono taki spektakl.

Zadzwońcie po taksówkę

     Trauler dotarł na łowisku. Rozpoczęło się żmudne „robienie ładunku”. Psychol zaczął wyczuwać, że coś tu nie gra w jego stosunkach z załogą. Jego umysł naukowca zaczął się gubić gdzie jest zachowanie „normalne” rybaków a gdzie jest „ładowanie”.

     Obiad. Załoga pałszuje odbijacze – kotlety mielone. W zależności od numeru sita, przez które zostało zmielone mięso ma przypisaną finezyjną nazwę, rybacy określali krótko np. sito nr 5.

     Otwierają się drzwi do mesy. Staje w nich rybak Cezary. Jest ubrany w nieskazitelnie wyprasowany elegancki garnitur, biała czysta koszula, modny krawat, wypastowane buty. Na głowie kapelusz w ręku angielska parasolka.

     - Niech no, który zadzwoni po taksówkę. Mam dosyć rybaczenia. Musze wyskoczyć na dobę do burdelu.

     Zachowanie Cezarego przyjęto zostało z oczywistą normalnością. Ci, co nie byli wtajemniczeni w ową „zgrywę” od razu zaskoczyli. Tylko doktor z naukową ciekawością i zaskoczeniem przyglądał się załogantom.

     - Panie Czarku zaraz to załatwimy – Pierwszy Oficer podszedł do teflonu wewnątrz statkowego.

     - Mostek! Wiesiek wezwij taksówkę. Pan Czarek tradycyjnie chce jechać do burdelu.

     ...

     - Tak.

...

- Za pół godziny? Dobrze.

...

     - Panie Czarku, niech pan idzie na mostek za pół godziny przyjedzie taksówka.

     - Pan Czarek się zgrywa? – zapytał logicznie myślący Psychol, po wyjściu rybaka.

     - Ależ panie doktorze – poważnie wyjaśniał siedzący obok Radzik – pan Czarek ma takie niegroźne ataki, pójdzie na motek po około dziesięciu do dwudziestu minutach, przejdzie mu wróci do kabiny i będzie jak inni.

     Po następnych kilku podobnych numerach, pan doktor poprosił kapitana o załatwienie powrotu do kraju przed ukończeniem badań. Wracający z łowiska do kraju statek zabrał badacza stanu „zidiocenia” rybaków w długich rejsach.

poniedziałek, 31 lipca 2006, edward.bernatowicz

Polecane wpisy

  • Alarm! Kapitan za burtą!

    ALARM! KAPITAN ZA BURTĄ! „ Szanowny Panie Marszałku! Odpowiadając na zapytanie Pana Posła na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej Jana Łącznego... w przedmioci

  • Śmierć marynarza

    W świecie szczurów lądowych w latach, gdy „partia i naród” budowały państwo „szczęśliwości socjalistycznej”, dominowała opinia, że rybac

  • Żółta łódź podwodna

    W Andrzejki opuściliśmy Agadir. Mechanicy mieli problem. Powyżej maszynowni chłodniczej a poniżej linii wodnej, pod pokładem głównym, znajduje się pomieszczenie