|
Towarzyszę Starszemu na nocnej wachcie. Rozmarzył się -
Mam domek w Jelitkowie, na stare lata będę siedział przy kominku i opowiadał wnukom swoje morskie przygody. Cholera! Przecież wszystkiego im nie będę mógł powiedzieć... -
Dla mego wnuka Mikołają.
Życie rybaków dalekomorskich na m t Admirał Arciszewski, marynarzy kołobrzeskich, rybaków bałtyckich, żeglarzy.
Blog > Komentarze do wpisu
Koniec epoki „S.O.S” i „May Day" Cz II
Dziwna partia Galibardki Rejs Arciszewskiego do wybrzeży Anglii na skup makreli. Stasio radio pływający dotychczas z nami poszedł na urlop, zmienił go Jacek (imię zmienione). Mamy kabiny drzwi w drzwi. W pierwszych dniach rejsu dowiaduje się, że Jacek tydzień wcześniej wrócił z łowisk Antarktydy. Jest przygnębiony. Półroczny rejs w sztormach i ciemnościach długich nocy podbiegunowych przyniósł słabe zarobki. Ma uzbierane ponad dwa miesiące urlopu powinien zregenerować siły fizyczne i psychiczne. Lecz nadarzyła się okazja zamustrowania na dwumiesięczny rejs na „Admirała”. Tu można zarobić. Więc skorzystał z okazji. Jacek jest zamknięty w sobie. Małomówny. Zachowuje się na pozór jak wszyscy. Lecz jest coś w nim niewytłumaczalnego. Wyrozumiałość i tolerancja jest podstawą prawidłowych stosunków na statku, więc nikt szczególnie nie przygląda się Jackowi. Siedzi w swojej „dziupli” radiowej na mostku przy otwartych drzwiach: nadaje, odbiera, wysyła i przyjmuje wiadomości. Normalna praca radzika. Statek stoi na kotwicy u wybrzeży wysp brytyjskich. Bezpiecznie i spokojnie. Na mostku krząta się statkowy elektronik podłączając i instalując kabelki do nowych urządzeń nawigacyjnych. Jacek wygląda przez drzwi z kabiny radiowej i rzuca pytanie. - Co on tu ciągle instaluje? - Panie Jacku jako kapitan musze wiedzieć, co się dzieje na statku. Dlatego kazałem elektronikowi zainstalować podsłuch. - Zażartował obecny na mostku „Stary”. Wszyscy obecni wybuchli śmiechem. Lecz nikt nie zwrócił uwagi, że dowcip kapitana nie rozbawił Jacka. Godzina piąta rano ktoś mnie szarpie za rękę. – Wstawaj – budzi Jurek lekarz okrętowy. - Potrzebna jest pomoc! Jackowi odbiło. Idź do niego porozmawiaj. Ja muszę z kapitanem wezwać portową służbę zdrowia. Jak trzeba to trzeba. Nie wiem, co mam robić. Mam cholernego pietra. Pukam do kabin. - Kto tam? Czego? - To ja Edek. - Właź. Jacek ubrany w białą koszulę i galowy mundur oficerski z pozacinaną przy goleniu twarzą w kilku miejscach zaklejoną plastrem, siedzi przy stoliku ciasnej kabiny w ciemnych okularach.. - Co się tak ubrał jak na akademię pierwszomajowa? – pytam rozglądając się lękliwie czy niema on w zasięgu ręki ostrego przedmiotu. - Te hu.. cała noc u II mechanika zmawiali się by mnie zarżnąć. – Mówi z przerażeniem wskazując na ścianę, za którą znajduje się kabina drugiego z maszyny. - Co ty opowiadasz, przecież drugi miał w tym czasie wachtę. Chyba zostawił włączone radio i wydawało ci się ze ktoś rozmawia. – Próbuje przekonywać. - Nie pi....., kapitan też jest z nimi w zmowie, słyszałeś wczoraj jak mówił, że instaluje podsłuchy w kabinach. Teraz też nas podsłuchuje. – Podniósł okulary i spojrzał wnikliwie mi w twarz. – Ty też chyba mnie chcesz zapi.....! - Co ty. Ja z tymi bandziorami nie mam nic wspólnego. A po za tym, z kim ja będę w wolnych chwilach grał, w Galibardkę.(Jacek lubił grać w tą grę) Wiesz, co może zagramy partyjkę. Dawaj karty! Dziwna to była gra. Oczywiście przegrałem. Po godzinie zmienia mnie lekarz. Wkrótce załatwiono przez UKA-fkę sprawy formalne. Jesteśmy przez armatora ubezpieczeni. Po paru godzinach przypływa motorówka z sanitariuszem i angielskim lekarzem. Jacek daje się przekonać do podróży. Po troskliwą opieką, morzem, lądem i samolotem wędruje do kraju. Po roku na Arciszewskiego zamustrował rybak, który był świadkiem następnego załamania Jacka. Po półroczny leczeniu sprawny i zdrowy Jacek zamustrował na jeden z traulerów B21 płynący na łowiska Maroka. Jest okres początku końca ogólnodostępnych łowisk. Na połowy w strefach ekonomicznych należy wykupywać licencje. Modne staje się „kłusowanie za płotkiem”. Trauler, głownie nocą w wpływa w strefę danego kraju, bo tam głownie są ryby, robi zaciąg i ucieka na wody międzynarodowe gdzie nikt nie ma prawa zatrzymać. Uciekający B21 ze strefy marokańskiej nie reagował na ścigającą kanonierkę. Jacek właśnie przesyłał wiadomość przez radiostację, gdy usłyszał grzechot pocisków po nadbudówce a jeden utkwił w radiostacji pól metra od głowy. Koniec epoki „S.O.S” i „May Day” Rozwój łączności satelitarnej i elektroniki spowodowało, że faktycznie radiooficer to zawód przeszłości. Oficerowie nawigacyjni przeszkoleni w „gałkologi” komputerowej przez urządzenia wielkość komórek łączą się z każdym punktem na świecie. Ze względów ekonomicznych sporadycznie używane są również tradycyjne radiostacje. W zakresie bezpieczeństwa życia i zdrowia na morzu, rok 1999 był rokiem, w którym tradycyjny system zakończył swój żywot. Odtąd pełne dramatyzmu "S.O.S" i "May Day" są zastąpione sekwencją cyfr, która na ekranie monitora oficera dyżurnego jest tłumaczona na informację o pozycji danej jednostki, rodzaju zagrożenia i pożądanych kanałach łączności Edward.Bernatowicz@wp.pl poniedziałek, 10 lipca 2006, edward.bernatowicz
|
|