Towarzyszę Starszemu na nocnej wachcie. Rozmarzył się - Mam domek w Jelitkowie, na stare lata będę siedział przy kominku i opowiadał wnukom swoje morskie przygody. Cholera! Przecież wszystkiego im nie będę mógł powiedzieć... - Dla mego wnuka Mikołają. Życie rybaków dalekomorskich na m t Admirał Arciszewski, marynarzy kołobrzeskich, rybaków bałtyckich, żeglarzy.
Blog > Komentarze do wpisu
Kłusowanie za płotem

     Jest okres początku końca ogólnodostępnych łowisk. Na połowy w strefa ekonomicznych należy wykupywać licencje. Modne staje się „kłusowanie za płotkiem”, do którego oficjalnie nie przyznawali się kapitanowie. Jak mawiają rybacy była to najtańsza licencja.

Trauler, głownie nocą, wpływa w strefę danego kraju, bo tam są ryby, robi zaciąg i ucieka na wody międzynarodowe gdzie nikt nie ma prawa zatrzymać. Wszystko było dobrze w czasie trwania wojny Mauretanii z Marokiem. W końcu władze Mauretańskie uzbroiły się w zdezelowane kanonierki i zaczęły ścigać kłusowników. Kłusowali nie tylko Polacy również floty innych krajów przy czy w ich przypadku kapitanowie posiadali dolary na bakszysz dla skorumpowanych dowódców kanonierek i po zapłaceniu kilku tysięcy dolarów łapówki stwierdzano, że trauler znajduje się po za strefą.

Flota radziecka, kłusująca na różnych łowiskach zacofanych państw afrykańskich, stosowała często bardziej skuteczną metodę stwierdzającą łowienie poza strefą. Gdy zbliżała się kanonierka by skontrolować grupę trałujących „narzędziowców”, wynurzał się okręt podwodny i machająca lufa działka wołała:

- Nie lzia.

Polskim jednostko pozostawało salwować się ucieczką. Nie zawsze to się udawało. Zdarzało się również nakładanie aresztu na łowiąc statki, tuż obok „płotka” w wolnej strefie.

Jak było naprawdę z traulerem dowodzonym przez kapitana Jędraszka, trudno dociec, według jego namiarów była to wolna strefa, według dowódcy mauretańskiej kanonierki były to wody w jurysdykcji ekonomicznej Mauretanii.

Zgodnie z zasadą, „Kto posiada armaty ten ma rację” i brak funduszy u kapitana na bakszysz, spowodowały aresztowanie statku. W asyście kanonierki wprowadzono do awanportu Nawaziba. Na jednostce pozostawiono uzbrojonych żołnierzy mauretańskich.

Niektórzy członkowie załogi wiedzieli, co ich czeka. Ciągnące się tygodniami negocjancie poprzez kanały dyplomatyczne, duże kary finansowe nałożone na statek, a oni w afrykańskim kalmbuszu.

Utworzony przez kapitana „sztab kryzysowy” przeprowadził analizę. Plan był gotowy. Decyzję – uciekamy.

Pod osłoną afrykańskiej nocy rozbrojono żołnierzy, naboje powyrzucano do morza, karabiny zwrócono. Spuszczono ponton i przymocowano do portowej boji. Umieszczeni w pontonie i zabezpieczeni w żywność i wodę żołnierze nie protestowali.

Podniesiono kotwicę. Z wygaszonymi światłami i włączoną ukafką na nasłuch. Powoli trauler skierował się ku otwartemu morzu. Napięcie i oczekiwanie. W ukafce cisza – nie zorientowali się.

Nagle głos w ukafce zaczął wywoływać ich statek.

Przerażenie!

Przedwczesne. To nieświadoma sytuacji, służba portowa zwracała uwagę na zapalenie świateł pozycyjnych.

Akcja niczym z ORP „Orła” powiodła się. Gdy rozpoczęto pościg kapitan Jedraszczyk ze swym traulerem był na wodach międzynarodowych.

Mniej szczęścia miał inny trauler, na który zamustrował się Jacek „Radio”.(pisałem w poprzednim odcinku)

Edward Bernatowicz

piątek, 21 lipca 2006, edward.bernatowicz