Towarzyszę Starszemu na nocnej wachcie. Rozmarzył się - Mam domek w Jelitkowie, na stare lata będę siedział przy kominku i opowiadał wnukom swoje morskie przygody. Cholera! Przecież wszystkiego im nie będę mógł powiedzieć... - Dla mego wnuka Mikołają. Życie rybaków dalekomorskich na m t Admirał Arciszewski, marynarzy kołobrzeskich, rybaków bałtyckich, żeglarzy.
Blog > Komentarze do wpisu
Ciężkie życie marynarza.

Cieśnina Malakka na podejściach do Singapuru. Ciemna noc. Kontenerowiec „Amber 21” linii NOL płynie wyznaczonym kursem. Na mostku oficer wachtowy Karol Ziółkowski. Jak dotychczas rejs przebiegał szczęśliwie. Monotonię wachty przerwało światło czerwonej racy na horyzoncie 40 stopni od kursu. To prośba o pomoc. Stare morskie zasady nakazują pomoc każdemu kto jej potrzebuje. Wezwany kapitan Olsen ostudza zapał niesienia pomocy przez polskiego oficera, przemierzającego po raz pierwszy ten akwen. Treść wydruku teleksu otrzymanego z ośrodka antypirackiego w Kuala Lumpur wyjaśnia wiele.

"Advice to all ships" - rade dla wszystkich statków. "Extra caution" - szczególna ostrożność.

Tekst zawiera informacje o napadach oraz zasadach uniknięcia pirackiego abordażu. Niemniej statek lekko zmienia kurs w kierunku domniemanej tragedii. Wnikliwa obserwacja radarowa. Na ekranie dwa punkty poruszające się w kierunku „Amber”. Nie widać na morzu świateł pozycyjnych. Załoga ma prawie stuprocentową pewność to próba ataku piratów XXI wieku. Przekazanie informacji drogą radiowa o zagrożeniu. Wyczekiwanie na właściwą odległość. Cztery kable punkty na ekranie próbują wziąć statek między siebie. Trzy kable od burty. Z pokładu zagrożonego statku uderza oślepiający snop światła na intruzów. W świetle widać dwa nieduże statki rybackie poruszające się za szybko jak na potrzeby takich jednostek a to, co trzymają w rękach załoganci nie przypomina sprzętu rybackiego. Strumień światła oznacza

- „Wiemy, kim jesteście i o co Wam chodzi. Właściwie Was powitamy”. Wystarczyło. Odpływają. Próba złapanie statku „na gwiazdę” – nie powiodła się.

Piraci morscy naszych czasów.

Państwa nadmorskie Afryki i Azji oraz Ameryki Łacińskiej w których panuje bałagan polityczny często są wylęgarnią bandytyzmu, terroryzmu i piractwa morskiego. Wyjście z Morza Czerwonego jest szczególnie niebezpieczne dla małych jednostek. Trzeba być desperatem, żeby tam pływać jachtem z rodziną, a takie przypadki się zdarzają. Nieduży, bogato wyposażony jacht, na pokładzie, którego płyną zamożni Europejczycy lub Amerykanie to wymarzony cel. Struktury państwowe w krajach otaczających wyjście z Morza Czerwonego do Oceanu Indyjskiego są w proszku. To powoduje, ze do burt statku handlowego może podpłynąć regularny patrolowiec. Nawet zobaczymy na nim ludzi ubranych w coś, co przypomina mundury. Często piraci i straż przybrzeżna to jedno. W Zatoce Adeńskiej i w rejonie Morza Czerwonego piraci atakują kilka, kilkanaście jachtów w ciągu roku. Nierzadko bywa tak, ze po kilku tygodniach rozbita jednostka znajduje się na brzegu, a po załodze nie pozostaje żaden ślad. Tak stało się z polskim żeglarzem -Krzysztofem Zabłockim, który został napadnięty przez piratów w Zatoce Agens

     Miedzy Singapurem i Kalkuta wyposażeni są w szybkie. speedboaty (lodzie motorowe) bez oznaczeń wyposażone w silne motory. Znają zasady nawigacji. Maja noże, niekiedy bron palna. Są odważni i zdecydowani na wszystko. Gdy już dostana się na pokład, wiedza, gdzie szukać wartościowych rzeczy. Potrafią rozpruć kontener ze sprzętem elektronicznym, zajrzą nawet do marynarskich kajut. Często maja informatorów wśród pracowników portowych, którzy informują, dokąd i z jakim ładunkiem płynie statek. Metody stosowane przez piratów są zróżnicowane. Mogą to być dwa niepozorne kutry rybackie połączone niewidoczna liną jak przy trałowaniu w tuke, bez wymaganych oznaczeń nawigacyjnych statek. Atakowany statek brany jest pomiędzy dwie jednostki. Lina wykonuje pracę potrzebną na abortaż, przyciągając piratów do burty. Zdarzają się również fingowane przez nieuczciwych armatorów, którzy chcą wyłudzić odszkodowania od firm ubezpieczeniowych.

Piractwo jest trudne do wyeliminowania. Najczęściej stosowana metodą jest nie rzucanie się w oczy. Zagrożone rejony przepływa się szybko i dyskretnie.

Fingowane katastrofy.

W celu wyłudzenia odszkodowań od ubezpieczyciela za statek i ładunek nieuczciwi armatorzy doprowadzają do zatopień jednostek. Mój znajomy oficer Janek Kowalski (nazwisko i imię zmienione, agencje morskie nie zatrudniłby takiego który zdradza grzechy armatorów) miał nieszczęście a może szczęście przeżyć taką tragedie. Podpisał kontrakt na pływanie półroczne u jednego z armatorów Liberyjskiej bandery. Na statku, na którym został zamustrowany było z nim czterech Polaków. Był to stara „krypa” nadająca się na „żyletki”. Dziwne zachowanie kapitana Greka i jego przyjaciół, oraz ciągłe nieuzasadnione awarie wzbudziły czujność Janka. Są miejsca na morzach i ocenach, w pobliżu lądu gdzie często toną statki. Zazwyczaj u wybrzeży państw afrykańskich toczących wewnętrzne walki lub o słabych strukturach państwowych. Marynarze nazywają je „cmentarzyskami okrętów”. Takim miejscem jest wybrzeże Mauretanii. Gdy statek mego przyjaciela znalazł się w tym rejonie w maszynowni z nieuzasadnionego powodu wybuch pożar. Polscy marynarze ugasili go. Wzmogło to czujność. Wyznaczyli między sobą dyżury. Gdy zauważyli po raz drugi pożar za późno było na gaszenie. Po rozżarzonej burcie parzą ręce udało się dostać do szalup. Oczywiście kapitan i jego przyjaciele byli już wcześniej w szalupie. Gdy nie wspólne czuwanie polskich marynarzy mogłoby to skończyć się tragicznie. Po dopłynięciu na ląd zostali zatrzymani przez mauretańską policję Gdy ci dowiedzieliście ze są Polakami kilka miesięcy przesiedzieli w areszcie w pustynnych warunkach. Powód? Wpływ wielkiej polityki na losy małych ludzi. Był to lata dziewięćdziesiąte gdy ministrem spraw zagranicznych był Gieremek. W owym czasie Mauretania toczyła wojnę z Marokiem o część Sahary. Zbrojnym ramieniem Mauretanii była partyzantka „POLISARIO”. Na forum międzynarodowym minister Gieremek potępił jej działalność. Stąd nieprzyjazny stosunek do Polaków. Po kilku miesiącach wrócili nasi marynarze do bez pieniędzy i wynagrodzenia.

Edward Bernatowicz

edward.bernatowicz@wp.pl

czwartek, 16 marca 2006, edward.bernatowicz

Polecane wpisy

  • POMNIK KOMANDORA część I

    Dla mego wnuka Mikołaja! Kochany wnuku, kilka dni temu o mała jasny szlag mnie nie trafił, gdy zadając grzecznościowe pytanie, memu znajomemu marynarzowi: - Co

  • POMNIK KOMANDORA część II

    AMOR PATRIE SUPREMA LEX   „MIŁOŚĆ OJCZYZNY NAJWYŻSZYM PRAWEM” ta inskrypcja do dziś jest dewizą Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni, którą Mies

  • Ku pokrzepieniu serc

    Kochany wnuku dziwne rzeczy dzieją się w naszej Ojczyźnie. Trudne do zrozumienia są poczynania i decyzje tych, których naród wybrał do dbania o jego interesy i

Komentarze
Gość: , 83.16.186.*
2006/07/02 17:43:12
dgf
-
Gość: Capt.Bombel, *.internetdsl.tpnet.pl
2006/08/24 22:25:59
Bardzo ciekawych żeczy dowiedziałem z tej strony brakuje tylko nazwisk piratów i rysopisy ale to chyba zabronione ustawą o ochronie danych osobowych