Towarzyszę Starszemu na nocnej wachcie. Rozmarzył się - Mam domek w Jelitkowie, na stare lata będę siedział przy kominku i opowiadał wnukom swoje morskie przygody. Cholera! Przecież wszystkiego im nie będę mógł powiedzieć... - Dla mego wnuka Mikołają. Życie rybaków dalekomorskich na m t Admirał Arciszewski, marynarzy kołobrzeskich, rybaków bałtyckich, żeglarzy.
Blog > Komentarze do wpisu
Blińdziarska wolność

Wachta drugiego. Trwa załadunek fosforytów. Słychać hałas pracujących taśmociągów i sypiącego się surowca do przepasanej ładowni. Kurz, pył i żar afrykańskiego portu przytępia obserwację. Zachód słońca. Na tej szerokości zmrok zapada bardzo szybko. Oczy nie przystosowały się do anemicznego,  portowego i statkowego oświetlenia. Drugi oficer masowca, Olek Jodłowski marzy o kąpieli i butelce piwa po wachcie. Wspomnienie zimnego piwa o mało nie przytępiło czujności. Jest! W ostatnim momencie, na końcowym segmencie taśmociągu, zauważył nietypowe wybrzuszenie niczym szary worek,  bezszelestnie wpadł do ładowni. Alarm. Zatrzymanie załadunku do tej ładowni. Bosman z dwoma marynarzami pobiegli szukać niechcianego przesyłki. Po pięciu minutach przyprowadzili brudnego, zakurzonego, czarnoskórego – blińdziarza.

Blińdziarze.

Blińdziarze – pasażerowie na gapę lub inaczej ślepi (blind) pasażerowie, są po piratach największym utrapieniem załóg pływających. Chroni ich Konwencja z dnia 28 lipca 1951 roku dotycząca statusu uchodźców.

Szlaki blińdziarzy są dobrze znane. Z Ameryki Południowej do Ameryki Północnej. Z biedy do bogactwa. Z państw totalitarnych do demokratycznych. Uciekają przed prześladowaniami ze względów politycznych. Często dla polepszenia warunków materialnych.

Z kraju socjalistycznego „dobrobytu” do „zgniłego” kapitalizmu.

W czasach PRL wypadki blińdziarstwa we flocie Polskiej były przemilczane. Najsłynniejszym była ucieczka w latach osiemdziesiątych, dwóch braci promem do Szwecji. To wydarzenie znane jest z adaptacji filmowej. W czas, gdy problemem było legalne opuszczenie kraju,  ta forma lub zatrudnianie się na statkach było jedyną możliwością opuszczenia „państwa dobrobytu społecznego”. Były takie służby specjalne pod nazwą "Graniczny Punkt Kontroli", których zadaniem było tropienie i śledzenie „pomysłów” i zamiarów „zdrady” socjalizmu. Wystarczyło, że żona , kochanka lub „przyjaciel” „doniósł”, można było stracić prawo pływania. Sposoby „przechytrzenia” przez „szczury lądowe” były różne, czasami bardzo pomysłowe.

Z Mielna na pływanie redowe(wody terytorialne) wypływa łódka z małżeństwem na pokładzie, oczywiście odpowiednie służby fakt ten odnotowały. We właściwym czasie nie wróciła, wysłano okręt WOP. Patrolująca jednostka mijała na wodach międzynarodowych, łódź podobnej wielkości, lecz z żaglem i o burtach innego koloru. Oczywiście prawo międzynarodowe nie było przestrzegane i gdyby wiedziano, że to pomysłowi uciekinierzy, przemalowali łódź i postawili prymitywny żagiel, wróciliby do kraju na więzienny wikt.

Początek lat osiemdziesiątych nasz flagowy okręt „Stefan Batory” organizuje wycieczki po Bałtyku, bez zawijania do portów morskich. W okolicach Bornholmu mija go duński statek. Zdesperowani pasażerowie skaczą w kamizelkach do wody. Duńczycy przyjmują na pokład. Są zmarznięci lecz wolni.

Początek roku 1981. Rejs praktykantów z TRM Kołobrzeg na m/t Admirał Arciszewski do Halifaksu. Dziesięciu pozostaje w Kanadzie.

Obecne czasy, w naszej Ojczyźnie, to nie problem opuszczenia kraju, lecz problem przyjęcia w innym.

Człowiek za burtą.

Takie problemy w podróżowaniu po świecie jak my mieliśmy za czasów „wiecznego socjalizmu”. Mają obecnie  w takich krajach jak Chiny i Korea Północna. Dla pływających w tych rejonach alarm „Człowiek za burtą” nie musi oznaczać rozbitka, często jest to człowiek, który świadomie „wypad” za burtę chińskiego kutra w oczekiwaniu na wyłowienie przez przepływający właśnie statek. Jak opowiadał znajomy oficer, pływający po tych akwenach, tragedia zaczyna się w momencie gdy wyłowiony rozbitek dowiaduje się, ze statek płynie do portów Chin. Czeka  więzienie lub łagier. W takich przypadkach załogi proponowały skok powtórnie do wody. Takie zdarzenia były dość częste za czasów wojny w Wietnamie, gdy polskie statki zawijały do portów Wietnamskich przywożąc „maszyny rolnicze” z Układu Warszawskiego.

Obecnie nagminna jest emigracja ekonomiczna realizowana przy pomocy podróży blińdziarskiej. Dla pasażera na gapę najważniejsze jest dostanie się na statek i wypłynięcie z portu. Ujawnienie się lub odkrycie obecności takiego towarzysza podróży w momencie, gdy za późno na odesłanie, przysparza kapitanowi dużo kłopotów. Zazwyczaj ów osobnik nie posiada żadnych dokumentów. Kraje i porty nie pozwalają na opuszczanie statku. Czasami przez ponad pół roku wozi się takiego pasażera, nim ponownie statek nie zawinie do kraju, z którego pochodzi blińdziarz. W przypadku stwierdzenia większej ilości  blińdziarzy problemy mogą być dużo poważniejsze. Odczuł to niedawno statek „Tampy”. Krążył po świecie z nielegalnymi pasażerami odganiany od portów i wybrzeży.

Na pograniczu śmierci.

Determinacja i pomysłowość blińdziarzy jest często na pograniczu życia i śmierć. W swoim czasie prasę Stanów Zjednoczonych obiegło zdjęcie przedstawiające dwóch obywateli ameryki łacińskiej stojących na piórze sterowym potężnego kontenerowca zacumowanego w porcie. Podróż do USA przebyli w małej dziurze nad sterem. Wystarczyła chwila nieuwagi lub sztorm a śruba okrętowa zamieniłaby się w maszynkę do mięsa. Polski kapitan Frankowski miał przypadek blińdziarza ukrytego w komorze łańcucha kotwicznego. Na szczęście statek nie musiał rzucać kotwicy.

Częste przemycani są  w kontenerach bez wiedzy załogi statku przewożącego. W wewnątrz kontenera  grup miała przygotowane prawie mieszkanko. Zostali zauważeni jak opuszczali statek w Nowym Jorku. Policje, imigration i brygady antyterrorystyczne rozwiały sen o dobrobycie. Sprawna akcja i zostali deportowani.

Większość marynarzy, z którymi rozmawiałem na te tematy stwierdzają, że problemy z „ślepymi pasażerami” mają głównie załogi z krajów wolnych, demokratycznych głównie europejskich oraz Ameryki Północnej. Załogi z krajów azjatyckich takich problemów nie mają. Jak twierdzą albo blińdziarze unikają tych statków, albo kapitanowie rozwiązują ten problem w jakiś sobie znany i trzymany w tajemnicy sposób, być może dla blińdziarzy ostateczny.

Statki z załogami polskim od początku lat dziewięćdziesiątych mają coraz więcej kłopotów z pasażerami na gapę.

Czyżby staliśmy się narodem bardziej cywilizowanym?

Edward Bernatowicz

edward.bernatowicz@wp.pl

 

wtorek, 21 marca 2006, edward.bernatowicz

Polecane wpisy

  • POMNIK KOMANDORA część I

    Dla mego wnuka Mikołaja! Kochany wnuku, kilka dni temu o mała jasny szlag mnie nie trafił, gdy zadając grzecznościowe pytanie, memu znajomemu marynarzowi: - Co

  • POMNIK KOMANDORA część II

    AMOR PATRIE SUPREMA LEX   „MIŁOŚĆ OJCZYZNY NAJWYŻSZYM PRAWEM” ta inskrypcja do dziś jest dewizą Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni, którą Mies

  • Ku pokrzepieniu serc

    Kochany wnuku dziwne rzeczy dzieją się w naszej Ojczyźnie. Trudne do zrozumienia są poczynania i decyzje tych, których naród wybrał do dbania o jego interesy i

Komentarze
Gość: Jola, 69.61.79.*
2006/06/12 19:51:15
tak....development los osos site webloss menopause unexplained weightpanasonic projector video xxasdfge savings securityquiz safety workcarnival school supplychef knife magicbook guest hydrocodone lee online ru siteminnesota lake home rentalpoker betting terms