Towarzyszę Starszemu na nocnej wachcie. Rozmarzył się - Mam domek w Jelitkowie, na stare lata będę siedział przy kominku i opowiadał wnukom swoje morskie przygody. Cholera! Przecież wszystkiego im nie będę mógł powiedzieć... - Dla mego wnuka Mikołają. Życie rybaków dalekomorskich na m t Admirał Arciszewski, marynarzy kołobrzeskich, rybaków bałtyckich, żeglarzy.
Blog > Komentarze do wpisu
Sztormowanie na Atlantyku

Drugi rejs „Arciszewskiego” a mój pierwszy. Reprezentuję w tym rejsie dyrekcję szkoły. Okolice Azorów. Sztormujemy. Moja kabina znajduje się na śródokręciu i najmniej narażona jest na kiwanie. Mam koję wzdłuż statku i kanapkę w poprzek. Pomimo zmęczenia nie śpię. Idę na mostek. Wyczuwam moment jak statek spada w potężną dolinę atlantyckiej fali i jak piórko pokonuję schody między pokładami. Pierwszy raz statek znajduje się w takich warunkach. Kapitan Kozłowski na mostku, nerwowo pali papierosa za papierosem. Stoi oparty o balustradę otaczającą sonary i sondy rybackie. Prawą ręką podtrzymuje łokieć lewej, którą prawie nie wyjmuje papierosa z ust. Dla mnie jest wszystko nowe i emocjonujące. Moja świadomość grożącego niebezpieczeństwa jest mizerna.

- Ale piękny sztorm – rzuciłem idiotycznie.

Stary coś powiedział do stojącego obok Drugiego tak bym nie dosłyszał w ryku oceanu i jękach walczącego o przetrwanie statku.

Po wachcie Drugi dał mi wykład na temat sztormowania i zachowań różnych statków w takich warunkach. Każdy statek, w każdym sztormie, walczy o przetrwanie. W sztormowaniu najważniejsze jest by pracował silnik główny, był sprawny ster i statek znajdował się daleko od brzegu, raf i płycizn. Przy pomocy steru i pracującego silnika ustawia się statek dziobem prawie prostopadle do fali. Prędkość statku względem dna może być przy sztormowaniu nawet ujemna – statek może się cofać. Budowa statku ma również wpływ na jego zachowanie w czasie sztormowych warunków. Kształt i wysokość dziobu decyduje czy zagarnia jak łyżką fale czy też przepuszcza nad sobą. Odległość nadbudówki od dziobu decyduje o tym czy sztormowe fale tłuką o nią czy tez przykrywają. Przykre doświadczenie miał z tym problemem nasz flagowy „Batory”, na którym atlantyckie fale sztormowe roztrzaskały okna w nadbudówce, położonej za blisko dziobu, raniąc marynarza. Pomimo rozwoju nauki i techniki stoczniowej ostatecznym sprawdzianem jest praktyczne zachowanie się statku na fali. Daje ono odpowiedz czy uderzenie nagłej bocznej fali nieodwracalnie go położy czy też statek wyprostuje się jak piłka będzie unosił się na fali. Pierwsze obserwacje wykazały, że m/t „Admirał Arciszewski” jest statkiem bezpieczny, co potwierdziło się w dalszych rejsach.

- Co ci powiedział Stary na mostku? – zapytałem na końcu wykładu.

- Że jesteś idiota albo nieświadomy sytuacji.

W duchu przyznałem mu rację.

Wredne dźwięki

 

Atlantyk nie popuszczał swego sztormowego zbełtania, jakby specjalnie chciał mi dać mi nauczkę za głupie stwierdzenie. Przygotowałem koję do snu. Włożyłem sztormdeski. Obłożyłem się podgłówkami. Pozycja bokiem z podkurczonymi nogami wspartymi z jednej strony o szot z drugiej o sztormdeskę. Zmęczony organizm już prawie przyzwyczaił do wzdłużnego bujania góra dół, góra dół. Zaraz nastąpi upragniony sen. Słuch i umysł zaakceptował wszystkie dźwięki jako stan normalny. Do mózgu przechodzącego ze stanu rzeczywistego do snu dotarło lekkie

 

 - puk, puk – lekceważe.

 

Po chwili, wśród wycia wiatru na pokładzie, brzęku statkowych blach, uderzeń bryzgów fal i nawałnicy o burty i okna nadbudówki, leciutkie prawie nie słyszalne

 

 - puk, puk - umysł zaczyna powoli analizować.

 

Co tam jakieś - puk, puk. Przetrzymam i zasnę.

 

 - Puk, puk - dochodzące z okolic biurka. Chęć snu słabnie.

 - Puk, Puk - narasta zdenerwowanie.

 - Puk, Puk! - wściekłość.

 

 - Puk!,Puk! - brzmi w mózgu jak strzały z pistoletu.

 

 - Puk!!, Puk!! - mózg szaleje.

 

Zrywam się!

 

Światło!

 

Nasłuchuję!

 

- Puk!!!, Puk!!! - z biurka.

 

Jedna szuflada – papiery!

 

Druga – nic!

 

Przeglądam całe biurko - nic!.

 

Nasłuchuję!

 

- Puk!!!!, Puk!!!! – z nieokreślonego miejsca biurka. Mam dość snu i - puk, puk. Ubieram się i idę do sterówki słowni. Wachtę ma Jurek Tatoń – II mechanik. Opowiadam mu o swojej ułomnej odporności na dźwięki.

 

- Człowieku to nie tylko ty tak reagujesz. Cykliczne dźwięki nawet bardzo ciche z nieznanego źródła mogą wykończyć nawet najtwardszego zejmana. Zjawisko te jest dobrze znane i czasami wykorzystywane przez złośliwców.

 

Zemsta stoczniowców

 

     W czasie budowy statku zdarza się, że przydzielony przez armatora oficer do nadzoru, zazwyczaj później pływa na budowanym  statku, przesadza w gorliwości i czepia się stoczniowców o byle duperelę. Oczywiście oni wiedzą, na jakim stanowisku będzie pływał i gdzie będzie jego kajuta. W czasie montowania sufitu w jego kabinie wkładają w pustą przestrzeń nad nim jedną lub dwie kulki większego łożyska. Zabudowują. Przy spokojnym morzu nie jest to do wykrycia, lecz gdy przyjdzie większe bujanie lub sztorm, przetaczająca się metalowa kulka nad sufitem nie pozwoli nikomu zasnąć w takiej kabinie. Jedyny sposób to rozebranie sufitu.

 

Zemsta rybaków

 

     Kapitanowie są rożni. Kapitan „Gnida” na jednym ze statków rybackich za bardzo wyżywał się na rybakach Kaziku i Przemku.

 

- Trzeba będzie  zrewanżować się – w tajemnicy zwrócił się Przemek do Kazika – zorganizuj kilka niepotrzebnych kluczy do szafek i kilka metrów sznurka.

 

Klucze zostały przywiązane do jednego końca sznurka. Następnie nocą dwaj spiskowcy spuszczają je przez wylot wywietrznika, prowadzącego do kabiny Starego, kilkanaście centymetrów nad kratkę w suficie. Drugi koniec przywiązali u góry w sposób niewidoczny. Przyszło większe kołysanie. Kapitan został podany monitoringowi spiskowców. Odliczają czas. Teraz powinien "mierzyć koję". Po kilkunastu minutach zjawia się zdenerwowany na mostku. Na drugi dzień wzywa rybak – pełniącego zarazem funkcję konserwatora by sprawdził co jest źródłem dźwięków. Niestety Sposób umiejscowienia kluczy powodował, że ten cykliczny, niemożliwy do określenia, hałas był roznoszony na całą metalową część nad sufitem. Od tego czasu do końca rejsu w czasie sztormu i większego bujania kapitan spędzał czas na mostku.

 

Wracam do swojej kabiny ze wszystkich szuflad wyjmuje papiery i dokumenty nic niema tylko w biurku leży, nie zauważony wcześniej, klucz do biurka. Przyglądam się. Końce skrzydełek klucza są cieńsze niż środek. Zamieniam się w słuch. - puk, puk - leciutko uderza, przy przechyłach na fali, raz jedno, raz drugie skrzydełko o dno szuflady.

Edward.Bernatowicz@wp.pl

czwartek, 23 lutego 2006, edward.bernatowicz

Polecane wpisy

  • Alarm! Kapitan za burtą!

    ALARM! KAPITAN ZA BURTĄ! „ Szanowny Panie Marszałku! Odpowiadając na zapytanie Pana Posła na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej Jana Łącznego... w przedmioci

  • Śmierć marynarza

    W świecie szczurów lądowych w latach, gdy „partia i naród” budowały państwo „szczęśliwości socjalistycznej”, dominowała opinia, że rybac

  • Żółta łódź podwodna

    W Andrzejki opuściliśmy Agadir. Mechanicy mieli problem. Powyżej maszynowni chłodniczej a poniżej linii wodnej, pod pokładem głównym, znajduje się pomieszczenie

Komentarze
Gość: Jol, 69.61.79.*
2006/06/12 20:43:05
nie jestem pewien czy do konca zrozumialem Twoja notke..mercedes motorola timeportfree downloads game machine sloteffects spa trimhigh new school sports yorkbar stool and counter stoolbright fl house tampabuilding home specvirginia business brokerlegacy prueba subaruaustin defense lawyer
-
Gość: Jol, 69.61.79.*
2006/06/12 23:10:11
ale piekne :) Fox Umbrellasairline alaska america bank visabudget cut uccentral credit florida postal unionbolt torque flangeoracle 9i application serverchihuahua florida in salefree online fax servicesAdidas TobaccoWhite Tee Remix