Towarzyszę Starszemu na nocnej wachcie. Rozmarzył się - Mam domek w Jelitkowie, na stare lata będę siedział przy kominku i opowiadał wnukom swoje morskie przygody. Cholera! Przecież wszystkiego im nie będę mógł powiedzieć... - Dla mego wnuka Mikołają. Życie rybaków dalekomorskich na m t Admirał Arciszewski, marynarzy kołobrzeskich, rybaków bałtyckich, żeglarzy.
Blog > Komentarze do wpisu
Polski marynarz, jak trzeba, to popłynie nawet na rękawicy
 

Początek rok 1979.Zima stulecia. Mróz, śnieg i zimowy wiatr przejął panowanie nad Europą. Od Londynu do Moskwy okowy lodu sparaliżowały życie. Wydawało się, że przyroda woła.

Europo! Obudź się! Czas na zmiany!

Ostry atak zimy nastąpił w Sylwestra 1978/79. Paliwo w elektrowniach zamarzało, pękały kaloryfery w klatkach schodowych. Etapami wyłączano prąd. Ciemno, zimno i głodno. Analizując suche fakty. Początek apokalipsy?

Kochany wnuku! Nic podobnego. Żyliśmy. Kochaliśmy. Wychowaliśmy dzieci. Bawiliśmy się przy melodiach „Boney M”. Obecni dziadkowie żenili się z obecnymi babciami. Mieliśmy w sobie niczym nieuzasadnioną radość życia i irracjonalną nadzieję młodości.

Mróz zaatakował również Bałtyk.

Przy brzegu tworzyły się pola lodowe. W zależności od kierunku wiatru poszczególne akweny stawały się nieżeglowne. Początek marca. Wracamy do kraju z ładunkiem ryb. Z morza Północnego możemy popłynąć, przez Cieśniny Duńskie lub skracając około sześćset kilometrów, Kanałem Kilońskim. „Radio” skontaktował się z obsługą kanału. Otrzymał informację, że kanał jest żeglowny. Decyzja kapitana kurs na rzekę Elbe i śluzę w Brunsbüttel. Podróż kanałem pomimo opłat daje poważne oszczędności i skraca czas podróży. Ze względu na różnicę poziomów wód, prawie stu kilometrowy kanał zakończony jest śluzami. Stoimy przycumowani w śluzie. Powoli zamykają się wrota. Wyrównanie poziomów. Otwarcie wrót w kierunku kanału. W międzyczasie agent handlowy odbiera zamówienie i pieniądze na towary wybrane z katalogów po cenach wolnocłowych. Za około osiem godzin na kei śluzy w Kiel-Holtenau obierzemy towar zgodnie z zamówieniem, zapakowany w kartony. Nie musisz sprawdzać. Dwóch niemieckich pilotów przeprowadzi nas przez kanał.

Kto naprawdę wygrał II wojnę światową?

Mijamy nowoczesne miasta i wsie. Przepływamy pod potężnymi mostami spinającymi brzegi stumetrowego kanału. Niesamowicie wyglądają statki wśród zaśnieżonych pól. W poprzek kanału kursują promy przewożące ludzi i samochody. Mamy mieszane uczucia czytając nazwy: Breslau, Stolp, Kolberg.... Promy noszą nazwy polskich miast należących przed wojną do Niemiec. Co by powiedzieli Litwini i Ukraińcy, gdyby statki spacerowe w Kołobrzegu miały nazwy Lwów, Wilno...? Przez lornetki zaglądamy ludziom do okien, na podwórka i na place budów. Wszędzie widać gospodarność czystość, porządek i dobrze zorganizowaną pracę. Godne i dostatnie życie. Ciągle wraca pytanie. Dlaczego? W Polsce lat siedemdziesiątych. Jest jak jest? Żyjemy jak żyjemy? Nie jesteśmy mniej zdolni ani mniej pracowici od pozostałych Europejczyków. Polscy marynarze i mechanicy okrętowi, pracujący w porównywalnych warunkach, w swej fachowości i pracowitości znajdowali się na trzeciej pozycji w świecie, po Anglikach i Norwegach.

„Starszy”, który pływał przez kanał od lat pięćdziesiątych, dzieli się refleksją

- Spójrz na kobiety Niemieckie. Dumne i eleganckie. W swych futrach, mercedesach i audi. Na początku lat pięćdziesiątych była tu gorsza bieda niż w Polsce. Wsiadały na statek na jednej śluzie i przez czas podróży przez kanał, prały, sprzątały i gotowały za żywność i drobną opłatę. A teraz?

Rękawica praktykanta.

W „maszynie” zamieszanie. „Motorek” zauważył pęknięcie i przeciek przewodu w układzie paliwowym. Paliwo pod ciśnieniem sączy się przez szczelinę. Lada moment może pęknąć. Wymiana uszkodzonego elementu wymaga zatrzymania pracy silnika głównego. Jest to niemożliwe. Przy zastopowanym silniku głównym bez holowników i w tym miejscu kanału, statek byłby bezwładną niszczycielską masą. „Drugi” rozglądnął się po stojących obok. Wzrok zatrzymał się na skórzanych roboczych rękawicach na rękach praktykanta.

- Dawaj rękawice! Biegiem do pomieszczenia warsztatowego po drut! Jak plaster nakłada rękawicę na przeciek. Drut uzupełnia dzieło. Przeciek zabezpieczony.

BO POLSKI MARYNARZ, JAK TRZEBA, TO POPŁYNIE NAWET NA RĘKAWICY.

m/t Admirał Arciszewski w lodach.

Dopływamy do śluzy w Kiel-Holtenau. Czeka nas przykra niespodzianka. Kanał jest żeglowny, lecz zatoka Kilońska zablokowana. Południowy wiatr nagnał z Bałtyku kawałki kry i zbrylonego śniegu tworząc na zatoce pole lodowe. Przepłynąć mogą tylko potężne jednostki posiadające klasę lodową i dużą moc silnika. Arciszewski musi czekać z innymi uwięzionymi jednostkami na przypłyniecie z Danii dużego holownika-lodołamacza, który jest w stanie przeprowadzić nasz statek. Wrażenie jest niesamowite. Niektóre statki złapane w pułapkę lodowego potwora starają się uwolnić samodzielnie. Silniki pracują całą mocą wolno metr po metrze swymi potężnymi dziobami rozpychają lodową breję pozostawiając za rufą, powoli zanikający kilwater z czystej wody. Trzy statki dobrnęły do środka i bezradne, pokonane przez naturę, oczekują na pomoc. Od śluz w naszym kierunku równomiernie powoli jakby bez wysiłku zbliża się potężny masowiec pod banderą angielską. Pokonuje lodową przestrzeń bez zbytnich problemów. Stary wzywa Chifa maszyny i Starszego oficera. Zasięga opinii. Chif maszyny jest przeciwny przedzieraniu się przez zatokę. Argument - przeciw. Arciszewski nie ma klasy lodowej – dziób niema dodatkowego wzmocnienia. Kinkstony pobierające wodę do chłodzenia systemów znajdują się minimalnie poniżej linii wodnej - grozi zatkaniem i awarią układów. Argumenty - za. Ekonomia Decyzja kapitana.

- Nie ma zagrożenia życia i zdrowia załogi i praktykantów. Zaryzykujemy. Płyniemy!.

Prośba przez UKF-kę do kapitana masowca, aby przeszedł jak najbliżej nas. Zgoda. Silnik na pełnych obrotach. Pełna gotowość. Potężna bryła powoli przechodzi tuż przed dziobem, pozostawiając za sobą pas czystej wody.

- CAŁA NAPRZÓD!

Dzwignia skoku śruby wychylona maksymalnie. Udało się. Płyniemy za rufą jak za spychaczem. Nasz kilwater zabliźnia się. Szczęście jest blisko. Nasz przewodnik jest już na czystej wodzie. Nam zostało około pięćdziesiąt metrów do upragnionego celu. Radość jest krótka. Idący równoległym kursem tuż przed nami, po prawej burcie inny masowiec, zmienia kurs na lewo. Efekt. Nasza droga do wolności znika. Cała moc silnika nie jest w stanie ruszyć statek.

CAŁA WSTECZ!

Cofamy się kilkadziesiąt metrów.

CAŁA NAPRZÓD!

Wszystko wibruje i chrobocze. Zdobywamy dwa metry. Powtórka. Następny metr. Statek na granicy wytrzymałości. Trzy godziny tych samych czynności do przodu i do tyłu. Jest upragniony cel. Czyste wody Bałtyku. Mechanicy sprawdzają stan urządzeń i systemów wszystko w porządku. Kurs Świnoujście.

 

Edward Bernatowicz

 

piątek, 10 lutego 2006, edward.bernatowicz

Polecane wpisy

  • Alarm! Kapitan za burtą!

    ALARM! KAPITAN ZA BURTĄ! „ Szanowny Panie Marszałku! Odpowiadając na zapytanie Pana Posła na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej Jana Łącznego... w przedmioci

  • Śmierć marynarza

    W świecie szczurów lądowych w latach, gdy „partia i naród” budowały państwo „szczęśliwości socjalistycznej”, dominowała opinia, że rybac

  • Żółta łódź podwodna

    W Andrzejki opuściliśmy Agadir. Mechanicy mieli problem. Powyżej maszynowni chłodniczej a poniżej linii wodnej, pod pokładem głównym, znajduje się pomieszczenie

Komentarze
Gość: Jol, 69.61.79.*
2006/06/12 21:08:34
Geba mi siÄ? usmiecha jak czytam takie pozytywne rzeczy. Tak trzymac :-)access beginner microsoft trainingbirth control pill they workledger news paper starconsumer credit counseling californiacivic floor matdepartment health human service texasfrom internet tv watchus government grant for businessdental description jobTaylormade Products Inc
-
2010/03/10 12:58:59
www.portalmorski.pl/Fundacja-Ostatni-Rejs-ma-piec-lata15122