Towarzyszę Starszemu na nocnej wachcie. Rozmarzył się - Mam domek w Jelitkowie, na stare lata będę siedział przy kominku i opowiadał wnukom swoje morskie przygody. Cholera! Przecież wszystkiego im nie będę mógł powiedzieć... - Dla mego wnuka Mikołają. Życie rybaków dalekomorskich na m t Admirał Arciszewski, marynarzy kołobrzeskich, rybaków bałtyckich, żeglarzy.
Blog > Komentarze do wpisu
ŻELAZO NA WODZIE PŁYWA A POD WODĄ TONIE
 

Rytm pracy na „rybaku dalekomorskim”, w dni powszednie i święta, wyznaczają wachty i wielkość połowów. Połowy obfite to ciężka praca, czasami ponad dwanaście godzin na dobę. Brak ryby to małe pobory. Bezczynność jest największym zagrożeniem dla psychiki załogantów. Mądry kapitan wie o tym i zawsze potrafi tak zorganizować pracę, że rybakom nie przychodzą „głupoty do głowy”. Istotną sprawą na m/t Admirał Arciszewski była higiena osobista praktykantów i załogi stałej, oraz czystość na statku i w kabinach, nie tylko z okazji świąt. Jak mawiał kapitan Pawłaszek

- Wyobraź sobie, że przez ponad sto pięćdziesiąt dni (takie bywały rejsy) musisz patrzeć w mesie na brudnego, nieogolonego typa siedzącego naprzeciw.

Święta na statku.

Kucharz i piekarz przygotowali wspaniałe potrawy. Przy radiostacji kolejka. „Radio” łączy przez Szczecin Radio lub Witowo Radio. W owym czasie nie było telefonów komórkowych i łączności satelitarnej. Starym, twardym zejmanom głos drży, gdy słyszą w słuchawce głosy najbliższych. To dla nich zamknęli się dobrowolnie w tym pływającym więzieniu.

Szczęśliwi ci, na których czekają kochające rodziny.

Szczęśliwi ci, dla których święta to nie tylko tradycja i czerwona kartka w kalendarzu. Dla nich okres rozłąki świątecznej to głębsze rozumienie sensu swojej ciężkiej pracy.

Godni współczucia są ci, dla których miłość i zaufanie małżeńskie oparte są na przekazach pieniężnych przesyłanych przez armatora.

Godni współczucia są ci, dla których wartością najwyższą jest mieć. Oni najczęściej załamują się psychicznie. Niesprawdzona informacja z kraju może stać się dla nich powodem aktów samobójczych.

Wspólny posiłek wigilijny. Życzenia. Uściski. Wspomnienia. Zaduma. Bezpieczny „przelot” statku. Bezwachtowcy przy smakołykach przyrządzonych przez kuchnię snują, krążące po statkach floty polskiej, opowiastki, zdarzenia i dowcipy powtarzane wielokrotnie by oszukać tęsknotę:

Tato! Coś Ty kupił?

Starszy mechanik Andrzej, szczęśliwy ojciec czteroletniego syna. Mieszkaniec pięknej miejscowości w Bieszczadach, gdzie zima jest zimą a lato jest latem. Kupił w Anglii dla swego kochanego Grzesia wspaniałe narty wraz z butami, osprzętem i strojem narciarskim. W Wigilię Święty Mikołaj wręczył prezent.

Dzień następny. Cała rodzina na zaśnieżonym stoku. Koledzy z podwórka z zazdrością patrzą na sprzęt, jakiego w kraju nie zobaczysz. Szczęśliwy i dumny tata przypiął synowi narty wręczył kijki. Grzesiu chwilę postał w oczekiwaniu i stwierdził.

- Tata! Coś Ty mi kupił? Przecież to nie jedzie?

List polecający polskiego kapitana

Przed zawinięciem do portu Lagos w Nigeri trzeba przepłynąć odcinek rzeki. Wymagana jest pomoc miejscowego pilota. Do kapitana statku zgłasza się tubylec.

- Dzień dobra - mówi i dodaje w języku niby angielskim, co można przetłumaczyć w przybliżeniu tak

- Ja być dobra pilota. Ja bardzo dobra znać rzeka. Ja przeprowadzić bezpiecznie statek. Ja mieć list polecający od innego polskiego kapitan. On mnie chwalić - Wręcza kapitanowi napisaną w języku polskim kartkę tej treści:

„Nie bierzcie tego durnia do pilotowania! Bo gówno umie i Was potopi”

Podpis i pieczątki kapitana jednego ze statków PLO.

Powitanie żon.

Powrót statku z rejsu. Kanał Piastowski. Trzej rybacy rozmawiają na pokładzie.

- Powiadomiłem, jak zawsze, przez „radio” żonę, że przypływam. Będzie czekała na kei. Zabierze mnie samochodem do domu - mówi Józek. Karol dodaje

- Ja też powiadomiłem żonę, że przypływamy, przyjedzie z dziećmi z Kołobrzegu i będzie czekała na kei.

Na to Franciszek

- Nigdy nie informuję żony, kiedy wracam. Mieszkam w domku jednorodzinnym w Darłówku. Sąsiad Andrzej ma bronę. Wracam. Pożyczam bronę. Rozkładam ją pod oknem, zębami do góry. Pukam do drzwi i nie zdarzyło się ażeby ktoś się nie nadział.

Komu duża muszla?

W trakcie połowów zdarza się tzw. przyłów. Wpadają do sieci pojedyncze egzemplarze egzotycznych ryb i ssaków, takich jak rekin młot, rekin piła, włócznik, delfin, foki, duże żółwie morskie. Mięso niektórych rekinów świetnie nadaje się na „tatara”. Charakterystyczne elementy „ciała” są podawane specjalnej obróbce przez biegłych w tym rzemiośle rybaków. Zdobią później bary i domy. Ssaki, o ile nie udusiły się w sieci, są wypuszczane na wolność. Po wybraniu trału, przez rozgłośnię manewrową słychać komunikat.

Uwaga praktykanci! U bosmana są dwie duże muszle. Chętni zgłoszą się natychmiast”

Słychać łoskot kroków na statku. Wszyscy są przekonani, że to muszle morskie z sieci. Jacek i Darek są szczęściarzami, którzy pierwsi zameldowali się u bosmana.

- Czy na pewno chcecie muszle? - Pyta.

- Tak! Tak! - Pada odpowiedz.

- Dobrze! Tu jest wiadro proszek do szorowania i szczotka klozetowa. Proszę doprowadzić do połysku muszle klozetowe na pokładzie głównym!

Przemiana żółwia

Ochmistrz Wiesiu będąc w Abidzanie (Wybrzeże Kości Słoniowej), za mydełko toaletowe nabył małego jak dłoń żółwia. Zwierzątko spacerowało sobie po kabinie, karmione przez właściciela. Byli szczęśliwi. Wiesiu, z okazji świąt, lekko nadużył „Jasia Wędrowniczka”. Zmożony trunkiem zasnął na koi. Na ten moment czekali rybacy: Zenek i Stefan. Pożyczyli od bosmana wyprawioną, prawie metrową skorupę żółwia morskiego. Postawili ją przy koi ochmistrza. Przez lekko odsłonięte okno światło z pokładu oświetlało kabinę. W półmroku skorupa sprawiała wrażenie żywego gada. Dowcipnisie wyszli na korytarz. Załomotali do drzwi i uciekli. Wiesiu zerwał się z posłania, nadepnął na skorupę i statek przeszył potężny ryk

 - RATUNKU!!! ŻÓŁW!!!

Kochana teściowa?

Rybak Zenek miał teściową, która za nim nie przepadała, i ze wzajemnością. Po jednym z rejsów, gdy chciał spędzić z żoną święta tylko we dwoje, niespodziewanie przyjechała „kochana mama”. Ponieważ była to niewiasta bogobojna, na drugi dzień postanowiła pójść do kościoła. Uczynny zięć włożył do jej torebki sprawdzoną przez siebie książeczkę do nabożeństwa. W kościele otworzyła i, ku zgorszeniu wszystkich obecnych, na podłogę wysypały się karty pornograficzne.

Dlaczego statek pływa?

Mój przyjaciel Leszek, zamustrowany w czasie jednego z rejsów jako II oficer, wyjaśnia zasady wyporności i stateczności statku. Swój wykład rozpoczyna słowami

Jak wszystkim wiadomo żelazo na wodzie pływa, a pod wodą tonie”.

Po uzasadnieniu tego „prawa” i zakończeniu wywodu, jeden z praktykantów próbuje „głupawo” dyskutować. Poirytowany Leszek zdecydowanie ucina

- Milcz, gdy ze mną rozmawiasz!

 

Jest późno, udajemy się do swoich kabin. Jeszcze spacer po pokładzie. Niebo gwiaździste. Takie samo, jak w kraju, nad rodzinnym domem. Takie samo jak dwa tysiące lat temu nad Betlejem. Nawet temperatura powietrza jak przed dwudziestoma wiekami. Rytmicznie pracuje silnik główny. Z kabin dochodzą melodie znanych kolęd. I tylko coś w duszy łka... 

 

Edward Bernatowicz

edward.bernatowicz@wp.pl

niedziela, 18 grudnia 2005, edward.bernatowicz
Komentarze
Gość: Ministerstwo Rozkoszy, ape202.internetdsl.tpnet.pl
2005/12/23 01:45:46
www.skocz.pl/show