Towarzyszę Starszemu na nocnej wachcie. Rozmarzył się - Mam domek w Jelitkowie, na stare lata będę siedział przy kominku i opowiadał wnukom swoje morskie przygody. Cholera! Przecież wszystkiego im nie będę mógł powiedzieć... - Dla mego wnuka Mikołają. Życie rybaków dalekomorskich na m t Admirał Arciszewski, marynarzy kołobrzeskich, rybaków bałtyckich, żeglarzy.
Blog > Komentarze do wpisu
Patyczkowata Panna

  Gdynia. Skwer Kościuszki. To, co najpiękniejsze w legendzie, tradycji i rzeczywistości morskiej naszej Ojczyzny jest przed nami. Staruszek „Dar Pomorza” drzemie dumnie wspominając dalekie rejsy, słynnych kapitanów i setki młodych silnych i dzielnych ludzi, dzięki którym mógł istnieć w całym swym pięknie.
Maszty, bomy i reje przygotowane. Mosiądze lśnią. Hamaki w kubrykach zawieszone. Kabiny oficerskie oczekują. Wspaniałe stylowe meble jeszcze czują wzrok kapitana kapitanów Maciejewicza- „Macaja” Na keję zajechały autobusy wysypała się gwarna ponad stu osobowa grupa. Mundury. Na plecach worki marynarskie. Na czapkach Zespół Szkół Morskich Kołobrzeg. Szefowie wydają komendy. Wzdłuż kei stoi przyszła załoga. Czy to za przyczyną fali spowodowanej przepływającym holownikiem, czy też widokiem „jungów”, obudzony „Dar Pomorza” zakołysał radośnie masztami. Zaraz wsypie się na jego pokład energia młodości. Uzbroi statek w żagle. Komendant Jurkiewicz zacznie wydawać rozkazy. Znów „Biała Fregata” zaistnieje na morzach i oceanach. Niestety! To już historia. Celem podróży przyszłych marynarzy jest następca „Daru Pomorza” „Dar Młodzieży”. Zacumowany obok.

Klasa nawigacyjna
rocznik 1982
.

Trzy klasy czwarte i trzecia nawigacyjna przez miesiąc będą praktykować morskie rzemiosło. Mam przyjemność pływać razem jako opiekun i wychowawca klasy trzeciej rocznik 1982. Jak się spiszą? Obserwuję miny. Uśmiechnięci. Zawadiaccy. Lecz u niektórych oczy zdradzają lekki niepokój. „Wicja” szef klasy jak zawsze odpowiedzialny, ze spokojem sprawdza stan swojej grupy. Władzę przejmują bosmani. W oczekiwaniu na przydział wachty i kubryka stoją: „Krzywda”, „Malarz”, ”Rydzu”, „Klęczek”, ”Malina”, „Rambo”, „Poeta” z nierozłączną komórką, „Elegant” już zwrócił na siebie uwagę spacerujących dziewcząt, dobrze wychowany „Krecik”. „Rambo”, ”Ślimak”, „Styczeń” i pisarz klasowy „Borówa” są w jednym kubryku. „Siwy” „Turek” i „Wasiek” są razem w następnym. „Siła” swą wytrenowaną sylwetką uśmiechnięty jak zawsze dominuje nad grupą. Mózgowiec klasowy „Fizol” spogląda na maszty jakby obliczał ile energii musi stracić nim pokona saling. Obok „Bidzej” jak zawsze podwieszony pod „Fizola”. Zaniepokojony. To nie klasówka z matmy lub fizy. Tu będzie musiał dawać radę sam. Jestem pewny, że nie będzie z nimi kłopotów. Kłopoty mogą być z niektórymi uczniami z innych klas. Cwaniacy, nie reprezentujący sobą pozytywnych wartości, wymuszający w środowisku szkolnym, siłą swoją dominację, tracąc w warunkach morskich swą pozycję. Starają się skierować swą wrogość i niezadowolenie przeciw przełożonym, lekceważąc polecenia i obowiązki. Są trzy takie osoby w pozostałych klasach. Mam nadzieje, że zrozumieją swoje błędy. Praktykanci podzieleni na trzy wachty po trzydzieści siedem osób. Każda wachta zajmuje dwa kubryki na dwóch burtach. Przy stawianiu żagli, brasowaniu i zwrotach biorą udział wszystkie wachty. Natomiast przy korektach wystarczy jedna. Koje przydzielone. Szkolenie BHP.

Patyczkowata panna.

Minie kilka dni nim „Dar” wypłynie z portu. Będzie to pierwszy rejs roku 2000.. Po zimowym „leżakowaniu” statek wygląda jak patyczkowata panna z gołymi masztami i rejami. Pierwsze dni marca są dość chłodne. Praca na wysokości do pięćdziesięciu metrów ponad poziom wody przy kostniejących rękach nie należy do przyjemnych. Podziwiam profesjonalizm zawodowy i pedagogiczny załogi. Wypracowywany poczynając od „Lwowa” poprzez „Dar Pomorza” system szkoleniowy uwzględnia każdy aspekt przygotowania do przyszłego zawodu. Ze względu na specyfikę pracy i bezpieczeństwo, zależności zawodowe przypominają ustrój feudalny. Jak mówią marynarze pływający u światowych armatorów „Najpierw jest kapitan później oficerowie później pies kapitana, później długo, długo...nic i dopiero pozostała załoga”. Na „Darze” tak drastycznie ten podział nie występuje niemniej zasady hierarchicznie są zaakcentowane. Nim wyjdziemy w morze i fregata zakwitnie bielą żagli, przez pięć dni załoga będzie przygotowywała „wilczków” morskich do sprawnego działania. Zasada numer jeden to bezpieczeństwo. Każdy praktykant otrzymuje szelki zabezpieczające pracując na rejach. Odpowiednim zaczepem przypina się. Pierwsze wejście na maszty. Bosman Marek Meller zadaje pytanie. „Kto nie może wejść?” Oczywiście z tego powodu nie ma żadnych konsekwencji. Kilku występuje. Spróbują innym razem. W oczach niektórych widać niepokój i lęk. Załoga stała asekuruje. Końcowa instrukcja. „Lewa noga. Prawa ręka. Nie patrzymy w dół.” Pojedynczo jeden za drugim wspinają się po salingu z lewej burty, schodzą z prawej. Krótkie zamieszanie. Błyskawiczna reakcja bosmana Jarka Wydry. Łukasz nie wytrzymał. Spojrzał w dół. Lęk go pokonał. Kurczowo chwycił się salingu. Bosman jest przy nim. Krótka spokojna rozmowa. Powoli schodzą. Do końca wachty prawie wszyscy opanowali sztukę poruszania się po masztach i rejach.

Zaknagowane „sznurki

Następny istotny dział szkolenia to znajomość olinowania. Na pierwszy rzut oka cały pokład to plątanina szotów, fałów, gordingów i innych „sznurków”. Zaknagowane są one na nagielbankach według określonej zasady. Po pierwszym wykładzie instruktażowym, praktykanci grupkami po wachcie z kartkami w ręce zapamiętują, przechodząc po pokładzie. Godzina piętnasta koniec wachty portowej. Dzień następny godzina siódma. Pobudka. Gimnastyka na kei. Na morzu gimnastyka poranna to przejście po salingu z prawej burty na lewą. Porządki w kubrykach. Śniadanie. Zbiórka całej załogi i praktykantów na rufie. Podniesienie bandery. Robi wrażenie. Przydział czynności. Praca. Sprawdzanie żagli i zakładanie na rej. Zawieszeni na rejach praktykanci wyglądają jak pajączki mocujący sieć. Następna grupa czyści zaśniedziałe po zimie mosiądze. Szorowanie pokładu. „Fizol” dostał zadanie odświeżenia na burcie nazwy. Pięć dni ciężkiej pracy. Statek lśni. Żagle na rejach. Praktykanci sprawni, przeszkoleni. Duma polskiej floty gotowa do wyjścia z portu. Cel rejsu Gdynia – Travemunde. Na skrzydle mostku nawigacyjnego stoi on kontynuator legendy Maciejewicza, Jurkiewicza innych, Kapitan żeglugi Wielkiej Komendant „Daru Młodzieży” Leszek Wiktorowicz. Padają komendy.
Pierwsze stawianie żagli i wizyta na redzie Kołobrzegu w następnych odcinkach.
Edward Bernatowicz

wtorek, 08 listopada 2005, edward.bernatowicz

Polecane wpisy

  • POKOCHALI MORZE I KOŁOBRZEG

    Normal 0 21 false false false MicrosoftInternetExplorer4 st1\:*{behavior:url(#ieooui) } /* Style Defi

  • Karol Olgierd Borhardt

    „Postać jak z kart powieści Karola Olgierda Borharda ( kto nie czytał niech się nie przyznaje, bo to wstyd mieszkać nad morzem i nie znać Borharda)”

  • Morskie gry wojenne

    Nocna wachta Trzeciego. ”Raptor” i „Świetlik” w kabinie nawigacyjnej praktykantów liczą pozycję. Zaznaczenie na mapie. Wykreślenie kursu