|
Towarzyszę Starszemu na nocnej wachcie. Rozmarzył się -
Mam domek w Jelitkowie, na stare lata będę siedział przy kominku i opowiadał wnukom swoje morskie przygody. Cholera! Przecież wszystkiego im nie będę mógł powiedzieć... -
Dla mego wnuka Mikołają.
Życie rybaków dalekomorskich na m t Admirał Arciszewski, marynarzy kołobrzeskich, rybaków bałtyckich, żeglarzy.
Blog > Komentarze do wpisu
Największa nienaturalna eksplozja przed wybuchem w Hiroszimie
Klasy trzecie Technikum Rybołówstwa Morskiego w Kołobrzegu jadą na praktykę. Droga długa i daleka. Autobusy wiozą na lotnisko w Goleniowie. Odprawa. Lecimy rozklekotanym „Antkiem” do Warszawy. Większość pierwszy raz w życiu. Piękna jest Polska z okien samolotu. Lotnisko Okęcie. Odprawa miedzynarodowa. Kilka godzin oczekiwanie. Jesteśmy w powietrzu. Za około dziesięć godzin mamy być w Montrealu. Początkowy niepokuj o kulturę osobistą i zachowania niektórych praktykantów, przekształca się w dumę kierowania taką grupą. W owym czasie, końcu lat siedemdziesiątych, spośród trzech średnich szkół morskich odbywających, praktyki na m/t Admirał Arciszewski, kołobrzescy uczniowie mieli najlepszą opinę „dobrze przygotowani pracujących głową”. Zachowanie i wygląd grupy wzbudzał zaintersowanie i sympatię na całej trasie aż do Halifaxu. Dwa międzylądowania uzupełniające paliwo Berlin i Gander. Gander - najdalej na wschód wysunięte lotnisko kanadyjskie. Z tego lotniska w czasie II wojny światowej startowały samoloty do Europy. Gonimy słońce, więc dzień jest dłuższy. Przez więszość podróży lecimy nad chmurami. Sprawiają wrażenie solidnej materii Iracjonalna myśl przychodzi do głowy. Spacer po chmurach. Gdyby tak jeszcze można było ujrzeć kontynent amerkański z lotu ptaka? Nasze życzenia spełnione. Lecimy nad Wielkimi Jeziorami po bezchmurnym niebie. Robią wrażenie, słynne lasy kanadyjskie pocięte prostymi liniami autostrad. Tuż przed zachodem jesteśmy w Montrealu. Jesteśmy spóżnieni dwie godziny, Samolot, który miał nas zabrać do Haifaxu odleciał. Mamy załatwiony nocleg w hotelu Holiday Inn. Na lotnisku jest problem. Nasza władza wymagała potwierdzenia w książeczkach żeglarskich przekroczenia granicy kanadyjskiej. Pół godziny szukaliśmy przedstawiciela służb granicznych. Lekko znudzony stawiał stemple zadając każdemu, pytania „Czy byłeś w ostatnim tygodniu na wsi? Czy posiadasz żywności? Lęk przed pryszczycą. Jedziemy do hotelu. Wolność i godność. Dwa zintegrowane z sobą naturalne prawa człowieka. Papież Jan Paweł II powiedział „każdy system totalitarny pozbawia człowieka wolności i godności”. My poklenie HOMO SOWIETIKUS, odwiedzając wolne kraje, zauważaliśmy i odczuwaliśmy w drobiazgach życia codziennego jakąś sympatyczną inność. Niechodziło tu o pełne półki w sklepach, sznury samochodów i kolorowe neony. Czasowe przekroczenie granicy wolnego państwa nie dawło nam wolności. Miało się natomiast, niesmiałe poczucie własnej godności. Nasza Ojczyzna obecnie jest wolna. Lecz czy dokładnie wiemy, co to jest godność własna? Czy potrafimy uszanować godność innego człowieka? Holiday Inn. W hotelu recepcjonista serdecznie przeprasza, że nie posiada dla całej grupy pojedyńczych pokoi. Część praktykantów zamieszka w dwójkach. Nie widzę problemu. Biorę listę i po kolei przydzielam pokoje. Widzę zdziwienie i oburzenie na twarzy hotelarza. O co chodzi? - Jakim prawem naruszam godność chłopców wyznaczając, kto z kim ma mieszkać w pokoju? Sprawdzianem inteligencji i kultury grupy jest kolacja w hotelowej restauracji. Niedożywieni mieszkańcy internatu zachowali się niczym stali bywalcy ekskluzywnych lokali, spożywając wielodaniowy posiłek. Nazajutrz dwoma Douglasami lecimy do Halihaxu. Zamustrowanie. Jest jeszcze kilka godzin czasu na zwiedzenie miasta. Nowa Szkocja Wspomnienia literatury lat dzieciństwa i młodości. Tu były ulubione przystanie piratow. Tu Korzeniowski umiescił bazy wielorybnicze w swych morskich opowieściach. Tu lądowali pierwsi osadnicy z Europy. Tutaj sa największe w świecie przypływy i odpływy morskie. Kraina lasów, setek jezior, pagorków, zatok, plaż piaszczystych i kamienistych, zmiennego klimatu. Halifax. Miasto w Nowej Szkocji nad Oceanem Atlantyckim. Największy na Atlantyku port morski kraju. Duży port rybacki, zakłady przetwórstwa rybnego. Około sto dwadzieścia tysięcy mieszkańców. Stąd wyruszały konwoje do Europy, w czasie I i II wojny światowej. Port i miasto rozłożyło się wokół zatoki łaczącej się z Atlantykiem wąskim przesmykiem. Na dominującym nad Halifaxem wzgórzu czuwa cytadela, wspaniały przykład bastionowych fortyfikacji o gwiaździstym narysie zewnętrnym, której zadaniem było blokowanie lądowego podejścia do twierdzy od strony Stanów Zjednoczonych powstała w pierwszej połowie XIX wieku. W latach sześćdziesiątych XIX wieku, działa gładkolufowe zastąpiono gwintowanymi, co sprawiło, że cytadela mogła blokować również port. Widoczna daleko z morzu. Obok wielka murawa na ktorej latem spędzaja chetnie czas wszyscy, grają w piłkę, palanta, albo po prostu opalają się Zwiedzamy ubogą jak dla Europejczyka ekspozycję w cytadeli. Pamiatki i zdjęcia pierwszych osadników oraz narzędzia, których używali. Są pamiatki z okresu II wojny swiatowej. Egzemlarz kanadyjskiej gazety z września 1939 roku z listem gończym Adolfa Hitlera. Centralne i dominujące miejsce zajmują pamiątki, opisy, zdjęcia, wspomnienia i makiety tragicznego nieszczęścia, jakie dotknęło ludzi i miasto. Od 1916 roku w porcie Halifx przygotowuje się konwoje z bronią do Europy. Przeładowuje się broń i materiały wybuchowe. 6 grudzień 1917 rok. Do portu wchodzi parowiec francuski Mont Blanc. W ładowniach 227 ton trotylu oraz inne mateiały wybuchowe. Na pokładzie beczki z paliwem. Kontra kursem z portu wychodzą, jeden za drugim, dwa okręty. Mont Blanc mija pierwszy i w ostatniej chwili zauważa drugi. Jest za późno. Statki ocierają się burtami. Snop iskier zapala uszkodzone w czasie kolizji beczki z benzyną. Świadoma następstw załoga ucieka ze statku. Mieszkańcy nieświadomi nieuchronności dalszych wydarzeń z zaciekawieniem przyglądają się płonacemu okrętowi. W drewnianych domach przerwano codzienne czyności i przy oknach skupili się wszyscy domownicy. Gigantyczna eksplozja wstrząsnęła ziemią i niebem. Anioł śmierci i zagłady uderzył swym mieczem. Radość życia zamienił w koszmar śmierci i bólu. Halifax przestało istnieć. Wybuch był zauważalny ponoć do 300 kilometrów. Według ekspertów, była to największa w dziejach nienaturalna eksplozja przed wybuchem w Hiroszimie. Akcja ratunkowa prowadzona przez tych, co przeżyli, trwała do zmroku. Pomoc zewnątrz przybyła dopiero na drugi dzień. Miejscowy pastor wydobywa ze sterty belek i desek, wijącą się z bólu córkę, pozostali członkowie rodziny zgineli. Noc była mroźna. Wielu uwięzionych w ruinach domów zmarło z zimna. Lekarze dokonują dziesiatki zabiegów usunięcia kawałków szyb z twarzy i ciała. Są wypadki amputacji gałek ocznych. Tysiąc sześćset osób zginęło, dziewięć tysięcy zostało okaleczonych i rannych. Wracamy na statek przez nowoczesne, czyste miasto. Nie dziwi nas brak starych, zabytkowych budowli. W sercu miasta mijamy duży, piękny park w stylu wiktoriańskim, starannie pielęgnowany. Arciszewski opuszcza port. Żegnają nas, po przeciwnej stronie zatoki, porozrzucane wśród lasów, piękne kanadyjskie domki. Przepływamy przez tragiczny przesmyk. Następny przystanek reda Nowego Jorku. Edward Bernatowicz środa, 23 listopada 2005, edward.bernatowicz
|
|