Towarzyszę Starszemu na nocnej wachcie. Rozmarzył się - Mam domek w Jelitkowie, na stare lata będę siedział przy kominku i opowiadał wnukom swoje morskie przygody. Cholera! Przecież wszystkiego im nie będę mógł powiedzieć... - Dla mego wnuka Mikołają. Życie rybaków dalekomorskich na m t Admirał Arciszewski, marynarzy kołobrzeskich, rybaków bałtyckich, żeglarzy.
Blog > Komentarze do wpisu
Morskie gry wojenne

    Nocna wachta Trzeciego. ”Raptor” i „Świetlik” w kabinie nawigacyjnej praktykantów liczą pozycję. Zaznaczenie na mapie. Wykreślenie kursu. Odczyt prędkości. Temperatura. Stan morza. Widoczność. Wpis do dziennika okrętowego praktykantów. Pokład wyżej. Mostek nawigacyjny. Życie załogi i bezpieczeństwo statku jest w rękach oficera wachtowego. Przy sterze „”Wasiek” trzyma kurs. Na skrzydle ciepło ubrany „Styczeń” ma wachtę na „oku”. Temperatura około zera. Cisza. Światła główne w kabinie wygaszone. Podświetlone ekrany monitorów i wskaźników urządzeń systemu antykolizyjnego. Radiostacja bezpieczeństwa na nasłuchu. Wrażenie niczym z salonu gier komputerowych. Trzeci, Jurek Jodłowski ma pecha. Na jego wachcie przepływamy przez tor wodny do Świnoujścia. Ruch jak na Marszałkowskiej, jak mówią marynarze. Promy i kontenerowce przecinają nasz kurs. Co chwilę włącza się sygnał ostrzegawczy systemu antykolizyjnego. Na ekranie głównym poruszające się punkty jak w wojennej, morskiej grze komputerowej z jedną różnicą. Masz tylko jedno życie. Musisz wygrać. Płyniemy na żaglach. Mamy pierwszeństwo. Każda korekta kursu mijających nas statków to olbrzymie koszty dla armatora. Efekt. Przechodzą tuż przed dziobem lub tuż za rufą. Po dwóch godzinach ekran radaru jest czysty. Mamy bezpieczny „przelot”.


Wizja kapitana
Borchardta
.

    Otrzymuję pozwolenie na wachtę przy sterze. Niepowtarzalne uczucie. Przez godzinę steruję „Darem Młodzieży”. Mogę z dumą powiedzieć. „Byłem sternikiem Daru Młodzieży”. Ponad dwadzieścia lat wcześniej często stałem przy sterze m/t Admirał Arciszewski. Porównuję postęp w rozwoju urządzeń nawigacyjnych. Kapitan Karol Olgierd Borchardt mawiał do swych uczniów, gdy mieli problemy z opanowaniem sztuki określenia pozycji zliczonej statku: „Nu, Wy chcieliby żeby była taka maszynka, nu, do której wrzucasz dziesięć centów a ona podaje pozycje i wyrzuca butelkę Coli”. Obecny system nawigacji satelitarnej GPS nie wyrzuca butelki Coli, ale bez dziesięciu centów określa pozycje z dokładnością do metra. Wystarczy wcisnąć kilka przycisków.

Tragedia Koł 130.

    Co pewien czas ciszę na mostku przerywa automatycznie włączająca się radiostacja alarmowa. Podawane są ostrzeżenia o sztormach. Wezwania S.O.S. Zasięg. Cała półkula. Na Atlantyku jacht o niezrozumiałej nazwie wzywa pomocy. Na pewno znajdujące się w pobliżu statki udzielą pomocy. „Koł 130 wzywa pomocy! Kuter położył się na burcie i nabiera wody!” – rozległo się. Załoga tonącego kutra podaje swoją pozycję. W eterze zrobiło się głośno. Stacja Ratownictwa Morskiego w Darłowie przejmuje dowodzenie. Wysyła jednostkę i helikopter. Stan morza 7-8B. Noc. Warunki trudne. „Opuszczamy kuter” – nadaje tragiczna załoga. Ciszę, co pewien czas przerywają meldunki z jednostek biorących udział w akcji. Mijają godziny. Oczekiwanie. „Mamy tratwę!” I po kilkunastu minutach „Cała załoga bezpiecznie podjęta na pokład” – informują ze statku ratowniczego. Tym razem Bałtyk zabrał kuter, ludzi oszczędził. Po trzech latach rozmawiam na ten temat z doświadczonym szyprem i armatorem, Ryszardem Klimczakiem. „Łowiłem w tym czasie na owym akwenie. Takiej anomalii atmosferycznej nigdy nie spotkałem. Przy dużej fali niespodziewanie uderzył silny szkwał z kierunku, którego nikt się nie spodziewał. Koł 130 nie przetrzymał.” „Dar” znajdował się poza rejonem tego zjawiska. Niemniej pogoda nie rozpieszczała. Rano, przy prószącym śniegu, „Elegant” i „Adi” zmarzniętymi rękami klarowali liny na nagielbanku(zdjęcie).

Pełne żagle na kotwicy.

   Płyniemy na redę Kołobrzegu. 18 marca „Dar” ma uświetnić uroczystości święta naszego miasta. Liga Morska i Rzeczna zaplanowała pod pomnikiem Zaślubin Polski z Morzem uroczyste ślubowanie. 17 marca stoimy na kotwicy na wysokości mola. Komendant Leszek Wiktorowicz przygotowuje mieszkańcom Kołobrzegu wspaniałą niespodziankę. Znany jest z tego. Podziwiał go świat żeglarski za przejście pod pełnymi żaglami pod mostem u wejścia do Sydney. Znawcy żeglarstwa twierdzili, że przejście wykonane zostało po mistrzowsku. Pilot powiedział: „Teraz mogę iść na emeryturę”
Godzina dziesiąta osiemnastego marca. Pod pomnikiem zaproszeni goście i mieszkańcy Kołobrzegu podziwiają na redzie „Białą Fregatę” na kotwicy z zwiniętymi żaglami. Rozpoczyna się uroczystość. Kompania honorowa Zespołu Szkół Morskich, przygotowana przez Jurka Trąbczyńskiego, pręży się dumnie. Orkiestra gra hymn państwowy. Wszyscy zwróceni w kierunku lądu. Prowadzący Antoni Szarmach wygłasza przemówienie. „...Naszą uroczystość uświetnia „Dar Młodzieży” pod pełnymi żaglami z uczniami Technikum Morskiego na pokładzie...” Wszystkie głowy jak na komendę zwracają się ku morzu. „Księżniczka Oceanów” piętnaście minut temu z gołymi rejami, teraz w całym swym pięknie z postawionymi wszystkimi żaglami. Tylko mistrzostwo rzemiosła żeglarskiego Komendanta i sprawność praktykantów pozwoliła postawić żagle na kotwicy i przetrzymać przez godzinę.

Pan Starosta
na pokładzie
.

    W godzinach popołudniowych wizytę składają władze powiatu i dyrektor szkoły. Praktykanci tworzą na pokładzie szpaler powitalny Trap opuszczony. Do burty podchodzi „Monika” z gośćmi na pokładzie. Trochę buja. Miny niektórych z VIP-ów dość niepewne. Starosta Ryszard Ławrynowicz odważnie jako pierwszy wchodzi po chwiejnym trapie na pokład. Za nim pozostali. Komendant wita gości. Zwiedzanie statku. Obiad kapitański. Duże zainteresowanie urządzeniami technicznymi wykazuje sekretarz starostwa pan Jerzy Leszczyński. Oprowadzam po zakamarkach statku. Szczególną ciekawość wzbudzają komputerowe urządzenia nawigacyjne. Po trzech godzinach stan morza zaczyna się pogarszać. Goście opuszczają fregatę. Podniesienie kotwicy. Stawianie żagli. Przez następny tydzień „mieszamy wodę” na Bałtyku realizując program praktyk.

Koniec wieńczy dzieło.

    Minęły cztery tygodnie. Praktyka zbliża się do końca. Przedostatni dzień. Ocena praktyk. W salonie kapitańskim zebrała się Rada Statku w składzie: Komendant, oficerowie z pokładu i maszyny, bosmani, opiekunowie praktyk, przedstawiciel praktykantów. Każdy praktykant pojedynczo melduje się u komendanta. Następnie opuszcza salon. Obecni po kolei proponują ocenę z zakresu własnych działów. Ocenie podlegają: wiedza teoretyczna wykorzystywana w praktyce, przydatność do zawodu, zachowanie w trudnych warunkach morskich, kultura osobista, dyscyplina, stosunek do kolegów i przełożonych, sumienność w wykonywaniu poleceń, opanowanie wiedzy dotyczącej „Daru Młodzieży”. Na podstawie propozycji komendant ustanawia ocenę ostateczną i informuje wezwanego. Mam osobistą satysfakcje: „nawigacyjna rocznik 1982” wypadła najlepiej.

Edward Bernatowicz

sobota, 12 listopada 2005, edward.bernatowicz

Polecane wpisy

  • POKOCHALI MORZE I KOŁOBRZEG

    Normal 0 21 false false false MicrosoftInternetExplorer4 st1\:*{behavior:url(#ieooui) } /* Style Defi

  • Karol Olgierd Borhardt

    „Postać jak z kart powieści Karola Olgierda Borharda ( kto nie czytał niech się nie przyznaje, bo to wstyd mieszkać nad morzem i nie znać Borharda)”

  • Patyczkowata Panna

    Gdynia. Skwer Kościuszki. To, co najpiękniejsze w legendzie, tradycji i rzeczywistości morskiej naszej Ojczyzny jest przed nami. Staruszek „Dar Pomorza

Komentarze
Gość: , *.debica75.tnp.pl
2007/01/14 16:20:30
fhdhdh