Towarzyszę Starszemu na nocnej wachcie. Rozmarzył się - Mam domek w Jelitkowie, na stare lata będę siedział przy kominku i opowiadał wnukom swoje morskie przygody. Cholera! Przecież wszystkiego im nie będę mógł powiedzieć... - Dla mego wnuka Mikołają. Życie rybaków dalekomorskich na m t Admirał Arciszewski, marynarzy kołobrzeskich, rybaków bałtyckich, żeglarzy.
Blog > Komentarze do wpisu
"Dar Młodzieży" pod pełnymi żaglami

„Koń w galopie Kobieta w tańcu Fregata pod pełnymi żaglami”

Ideały doskonałego piękna - Honoriusz Balzac


Dwa pierwsze ideały doskonałego piękna tworzy natura, trzeci jest w całości dziełem człowieka. By można było podziwiać i przeżywać urok „Najpiękniejszej Polki świata”(tak został nazwany Dar Młodzieży w czasie pierwszego rejsu), potrzebnych jest „kilka drobiazgów”.
Dwadzieścia sześć żagli w kształcie trójkąta i trapezu równoramiennego. Trapezowe przytwierdzone do rei. Trójkątne – sztaksle – zakładane na stalowe sztagi. Do każdego żagla przymocowanych jest kilkanaście ruchomych lin. Współpracują parami. Wybierając na jednej burcie luzuje się na drugiej i odwrotnie. Reje mocowane do masztów, jak orczyk na dyszlu obracane w poziomie przez brasy. Stąd - brasowanie. Fały, gordingi i gejtawy służą do refowania – zmniejszania powierzchni, stawiania i sprzątania żagli. Każdy maszt, każdy żagiel, każda lina, mają swoją nazwę. Do prawidłowej obsługi jednej liny potrzebnych jest od dziesięciu do dwudziestu współpracujących ludzi. Wszystkie czynności wykonywane są siłą ludzkich mięśni. Do masztu przypisany jest bosman i oficer. Fregata jest „systemem komputerowym”. Wszystko, co na pokładzie z ludźmi włącznie to „hardware”. Żeby system działał bezpiecznie i sprawnie potrzebny jest dobry program. Tworzono go przez setki lat. Zapisywany przez lata praktyki na „Darze Pomorza”. Dopracowany w szczegółach. Znajduje się w „pamięci operacyjnej” komendanta „Daru Młodzieży”, kapitana żeglugi wielkiej Leszka Wiktorowicza.
Alarm „Do żagli”.
Około stu pięćdziesięciu osób wysypało się na pokład. Zajmują przypisane im miejsca. Przygotowane w porcie żagle wyglądają, jak kiełbaski przywiązane do reji cienkimi linkami - refsejzingami. Chłodny, słoneczny marcowy poranek. Stan morza 3-4B. Padają komendy. Zaroiły się reje. Refsejzingi rozwiązane. Fregata ustawiona odpowiednio do wiatru. Powoli „Najpiękniejsza Polka świata” przywdziewa strój morski. Kolejność poszczególnych czynności jest ściśle przestrzegana. Obserwuję z pokładu pracę poszczególnych grup. Widać generalnie zaangażowanie i zdyscyplinowanie. Przy wybieraniu szota bezanżagla na końcu grupy „Ślepak” i „Ziele” markują pracę. Lewy kubryk trzeciej wachty, w którym mieszkają, ma dosyć tych cwaniaków. Czego nie zrobią oni, muszą zrobić inni. Mają na koncie za łamanie regulaminu, kary. Lecz nie odnosi to skutku. Zaliczenie praktyki jest pod znakiem zapytania. Nawigacyjna rocznik 1982 spisuje się bez zastrzeżeń. „Słowik” próbował początkowo „lawirować”, lecz koledzy go zdyscyplinowali.
W ciągu dziesięciu – piętnastu minut staliśmy się twórcami „ideału doskonałego piękna”. „Silnik główny. Stop!” „Alarm: Do żagli odwołany!” Aktualna wachta klaruje liny. Pozostałe wróciły do kubryków. Statek lekko przechylił się na prawą burtę. „Solą ziemi” na statku są bosmani: Stankiewicz, Oppenkowski, Wydra i Meller. Zadziwiająca jest ich znajomość każdego elementu i detalu. Patrzę na komendanta. Wygląda na zadowolonego. Słychać jak około trzy tysiące metrów kwadratowych żagli, złapało wiatr i z olbrzymią siłą, bryła sto dziewięć metrów długości i czternaście szerokości, rozcina Bałtyk.
Cel – Travemunde.
Zatoka Lűbeck. Reda portu Travemunde. Żagle zrefowane. Stoimy na kotwicy. Brak funduszy na opłaty portowe. Na ląd dostaniemy się szalupami. Miasto jest ładne i zadbane. Rozciąga się nad rzeką i zatoką. W głębi lądu leży Lubeka, znany port niemiecki. Tu na tej rzece kończył się „mur berliński”. Po jednej stronie było NRD po drugiej RFN. Po dziesięciu latach jeszcze widać skutki gospodarki socjalistycznej. W części zachodniej odrestaurowane stare kamieniczki mówią o morskiej tradycji portu. Praktykanci w kurtkach firmowych „Daru” są traktowani z sympatią i życzliwością. Zauważyłem, że starsze panie dają chłopcom drobne pieniądze. W pierwszej chwili poczułem się przedstawicielem narodu żebraczego. Zmieniłem zdanie po rozmowie z leciwą mieszkanką, której mąż był marynarzem a praktykę miał przed wojną na „Kruzenszternie”. Od wieków do portu zawijały żaglowce i wręczanie chłopcom okrętowym, a później praktykantom statków szkolnych, drobnych kwot było tradycją i zwyczajem. Przynosiło szczęście dającemu. Co kraj to obyczaj. W Glasgow uczniowie z „Arciszewskiego” byli zaskakiwani dotykaniem przez płeć piękną kołnierzy marynarskich. Z wyjaśnień agenta obsługującego statek wynikało, że jest to odpowiednik złapania się za guzik na widok kominiarza.
Dorównać Buddzie
Zwiedzanie. Piękne, nowoczesne hotele. Miasto w swym charakterze podobne do Kołobrzegu. Marzec - martwy sezon. Życie toczy się wolno. Europejskie miasteczko. Nasze będzie podobne. Tylko pytanie. Kiedy? Przed orientalną restauracja wita śmiejący się Budda. Zniewalająco-wabiący uśmiech. Trudno odmówić. Po godzinnym „degustowaniu” potraw mam lżejszy o kilkadziesiąt marek portfel. Porównuje swoje parametry z „wzorcem”. Musiałbym częściej odwiedzać ten lokal, aby dorównać. Zakup drobnych pamiątek. Wysłanie widokówek. Zbiórka przy szalupie w porcie. Wracamy na statek. Chłopcy dobrze się spisali Można być dumnym.
Przegląd kapitański.
Następny dzień to niedziela. Jest to dzień przeglądu kapitańskiego. Komendant w obecności starszego oficera, starszego mechanika, intendenta, lekarza okrętowego i opiekunów praktyk dokonuje przeglądu statku. Na pierwszy ogień idzie szpital i ambulatorium. Królestwo lekarza Józefa Prajsa. Następnie pralnia, suszarnia, sanitariaty i prysznice nadzorowane przez pielęgniarza, Wojtka Witeskę. Kubryki praktykantów. Kubrykowi zdają raport. Drobne uwagi komendanta. Kuchnia. „Specjalność zakładu” pizza i ptasie mleczko na deser. Messa praktykantów „dowodzona” przez stewarda Dopke, specjalistę od budowy modeli żaglowców w butelkach. Jego model został wręczony Janowi Pawłowi II w czasie wizyty w Gdańsku. Z dumą pokazuje swoje dzieła. Przegląd dobiega końca. Wszędzie czystość i porządek. Końcowe podsumowanie w salonie kapitańskim przy kawie i herbacie.
Wizyta na redzie Kołobrzegu w następnym odcinku.

Edward Bernatowicz
edward.bernatowicz@wp.pl

czwartek, 10 listopada 2005, edward.bernatowicz

Polecane wpisy

  • POKOCHALI MORZE I KOŁOBRZEG

    Normal 0 21 false false false MicrosoftInternetExplorer4 st1\:*{behavior:url(#ieooui) } /* Style Defi

  • Alarm! Kapitan za burtą!

    ALARM! KAPITAN ZA BURTĄ! „ Szanowny Panie Marszałku! Odpowiadając na zapytanie Pana Posła na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej Jana Łącznego... w przedmioci

  • Karol Olgierd Borhardt

    „Postać jak z kart powieści Karola Olgierda Borharda ( kto nie czytał niech się nie przyznaje, bo to wstyd mieszkać nad morzem i nie znać Borharda)”