Towarzyszę Starszemu na nocnej wachcie. Rozmarzył się - Mam domek w Jelitkowie, na stare lata będę siedział przy kominku i opowiadał wnukom swoje morskie przygody. Cholera! Przecież wszystkiego im nie będę mógł powiedzieć... - Dla mego wnuka Mikołają. Życie rybaków dalekomorskich na m t Admirał Arciszewski, marynarzy kołobrzeskich, rybaków bałtyckich, żeglarzy.
Blog > Komentarze do wpisu
ZENEK TRESER MORSÓW część II
                 Bosmańskie wiązanki

„Wiązanka bosmańska” jest stekiem przesadnie wulgarnych słów. W czasach mego pływania, krążyła wśród marynarzy i rybaków, wiadomość, że zwycięzca mistrzostw świata w Australii, w tej konkurencji, angielski marynarz, ponad pół godziny ciągnął taką wiązankę nie powtarzając przekleństw.

Gdy po raz pierwszy zamustrowałem na „Arciszewskiego” byłem zaskoczony tym zjawiskiem. Ludzie, od których na lądzie nie usłyszysz nawet cholera, po przekroczeniu trapu zmieniali swój słownik i odwrotnie schodząc na ląd pozostawiali wulgaryzmy na statku niczym śmierdzące ubranie robocze.

Kapitanowie Janusz Kozłowski i Zdzisław Pawłaszek posiadający wrodzony talent pedagogiczny i z którymi miałem przyjemność najdłużej pływać, bezwzględnie tępili wulgarne zachowanie swoich podwładnych, w obecności praktykantów. Pod dowództwem innych bywało różnie.

Istotne było, w jakich sytuacjach stosowano wulgaryzmy.

Wulgaryzm jako „przerywnik” był tolerowany w takich sytuacjach, jak u rybak Zenka. Niegodne było używanie przez oficerów w obecności praktykantów i kobiet.

Wulgaryzm jako „zaimek” była to forma naruszająca godność osobistą i występowała rzadko, w kłótniach i wymianie zdań wyrażonych bez agresji oraz gdy podwładny spieprzył robotę. Sporadyczne wypadki takich zachowań rybaków względem praktykantów były tępione przez kapitana.

Wulgaryzmy zmuszające do zwrócenia uwagi na zagrożenie, wymuszające błyskawiczność reakcji lub powodujące pożądane działanie w sytuacjach tragicznych. Cięte dosadne przekleństwo powoduje natychmiastowe wykonanie polecenia ratujące często życie i zdrowie, w momentach, gdy brakuje czasu na wyjaśnienia. Osobiście zachowałem się trzy razy w ten sposób z pozytywnym skutkiem, za co serdecznie przepraszam moich byłych podopiecznych.

                                Rybacki szmal

Od czego zależał szmal rybaka dalekomorskiego?

Kochany wnuku, był taki czas w naszej Ojczyźnie. Czas absurdu ekonomicznego. Dominowała zasada przychodzenia do pracy. Efekty i jakość pracy nie były podstawą wynagrodzenia - obecnie są również takie przypadki, ale nazywamy to „patologią okresu przejściowego”. Rybołówstwo należało do wyjątków. Funkcjonowała bardziej normalna ekonomia. Rybacy mieli tak zwany part, czyli część procenta od wartości złowionej i przerobionej ryby. Wielkość procentowa zależała od stanowiska na statku. Wracamy do wątku głównego.

                            Złośliwa niespodzianka

Worek włoka z rybą jest na pokładzie. Dalsza procedura to otworzenie od strony rufy worka i strumieniem wody podciśnieniem, ścinającym z nóg - potrzeba było chłopa jak Zenek by utrzymać wąż w rękach - należy wypłukać ryby. W pokładzie jest luk, którym ryby zmywane są do zbiorników. Bosman z Zenkiem widząc strumień płynących złotówek ochoczo i dziarsko wzięli się do dzieła. Rozwiązali worek.

Nagle jakiś metr od twarzy Zenka ukazała się potężna morda uzbrojona w kły.

Był to mors. Żerował w ławicy śledzi i trałujący statek zagarnął go do sieci. Miał szczęście. Wpadł w ostatniej chwili tuż przed wybieraniem sieci, bo gdyby znalazł się w niej wcześniej, udusiłby się. W ten sposób ginęło i ginie dziesiątki delfinów, fok i morsów. Zenek zbladł i zaczął się cofać w kierunku śródokręcia trzymając w rękach wąż tryskający wodą. Po pierwszym szoku Zenek skierował strumień wody prosto na gościa. Chciał go przegonić w kierunku slipu do wody. To był błąd. Zwierzę nie znając intencji zwróciło się, zgodnie z naturą, w kierunku wody, czyli Zenka. Zenek się cofa, mors za nim. Przy dopingu rybaków, którzy uciekli bezpiecznie na wyższy pokład, dotarli do otwartych drzwi mesy. Zenek rzucił wąż i wdrapał się na bezpieczną wysokość.

W czasie tych zmagań odpoczywający po wachcie rybacy oglądali w mesie film “Jak rozpętałem drugą wojnę światową”. Operator projektora pierwszy zobaczył w drzwiach potężne cielsko. Reakcja natychmiastowa - wszyscy w przerażeniu ratowali się ucieczką. Steward przez uchylone drzwi pentry obserwował poczynania gościa. Mors przyczłapał przed ekran, na którym nadal trwała projekcja filmu. Zatrzymał się. Podniósł głowę i przez chwilę oglądał. Wydał ryk niezadowolenia. Widocznie nie podobał się mu film albo nie znał języka polskiego, bo zawrócił i majestatycznie poczłapał w kierunku drzwi. Bez niczyjej pomocy przedefilował po pokładzie trałowym budząc aplauz załogi. Po slipe zsunął się do wody, pozostawiając załodze wspomnienia. Zenek wrócił na pokład. Zaklął siarczyście. Kpiące uwagi rybaków podsumował.

- Co kurwa, nie widzieliście jak się morsy tresuje.

- Panie Zenku może podać panu krople na uspokojenie – zażartował Jerzy lekarz okrętowy.

- Poczekaj, kurwa, łapiduchu jak będziemy przekraczać równik – mruknął po nosem Zeniu.


poniedziałek, 12 września 2005, edward.bernatowicz

Polecane wpisy

  • Alarm! Kapitan za burtą!

    ALARM! KAPITAN ZA BURTĄ! „ Szanowny Panie Marszałku! Odpowiadając na zapytanie Pana Posła na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej Jana Łącznego... w przedmioci

  • Śmierć marynarza

    W świecie szczurów lądowych w latach, gdy „partia i naród” budowały państwo „szczęśliwości socjalistycznej”, dominowała opinia, że rybac

  • Żółta łódź podwodna

    W Andrzejki opuściliśmy Agadir. Mechanicy mieli problem. Powyżej maszynowni chłodniczej a poniżej linii wodnej, pod pokładem głównym, znajduje się pomieszczenie